czwartek, 4 maja 2017

Rozdział 5

Pustka i ten okropny ucisk w piersi, jakbym miała zaraz stracić duszę. Chciało mi się krzyczeć z bólu, bezsilność i presji jaką odczuwałam. Nie mogłam się  poruszyć, nie wiedziałam gdzie jetem. Słyszałam jak mój krzyk znikający w otaczającej mnie pusce.
Obudziłam się z krzykiem, a obok mojego łóżka stał wystraszony Naruto.
-Krzyczałaś, nic ci nie jest,dattebayo?- spytał wystraszony.
-Przepraszam- powiedziałam zachrypniętym głosem- zły sen. Możesz się już położyć z powrotem.
-Dobrze, dattebayo. Ale dokąd ty idziesz? zapytał widząc, że wstaje.
-Przejść się. I tak już nie zasnę.- narzuciłam na siebie spodnie dresowe i wychodząc złapałam jeszcze moją kurtkę.
-Jest środek nocy, datteb...
Nic mi się nie stanie. Zobaczymy się u Tsunade. Dobranoc.- powiedziałam i zanim Naruto zdążył ponownie się odezwać wyszłam przez okno na dach, tak jak to miałam w zwyczaju robić od paru dni. Udałam się w stronę pola do ćwiczeń znajdującego się na obrzeżach wioski. Musiałam się jakoś wyżyć, a trening wydawał się w tym momencie najlepszym wyjściem.
Włączyłam muzykę na słuchawkach, które były jedyną, ręczą jaka mi została z dawnego życia i zaczęłam powtarzać dobrze znaną sekwencje ruchów. Poruszałam się coraz szybciej, starając się idealnie wykańczać każdy detal. Wiedziałam, że dzięki takim ćwiczeniom w walce będę działać na samych odruchach. Po jakimś czasie wyczułam czyjąś czakrę w pobliżu. W cale nie zdziwiłam się, że mnie śledzą. Na ich miejscu sama bym siebie śledziła. Nie zmieniając tempa, zrobiłam szybki ruch nogą i kopnęłam kamyk z dużą siłą w stronę krzaków w których, miałam nadzieje, że siedzi jakiś shinobii, który miał za zadanie mnie śledzić.
Zatrzymałam się i zdjęłam słuchawki, chowając je od razu do kieszeni kurtki.
-Spodziewałam się raczej jakiś geninów- powiedziałam do Kakashiego trzymającego w dwóch palcach kamyk.
-A ja myślałem, że nie będę musiał się za tobą uganiać co noc. Czy ty w ogóle śpisz?
-Nie mam czasu na sen. Wyśpię się po śmierci- powiedziałam szybko wiążąc włosy i zaczynając się rozciągać.
-Mogłem się domyślić, że nie odpuścisz. Jesteś zbyt podobna do Naruto.- powiedział zbliżając się do mnie powoli. Kiedy dotarły do mnie jego słowa, zamarłam i z największą powaga odwróciłam się do niego.
-Czego ty tak naprawdę chcesz? Bo na pewno nie schodzisz za mną, aby mnie pilnować.
-Naruto się o ciebie martwi. Nie zachowujesz się normalnie.
-Normalnie?!- spytałam, prawie krzyknęłam.- A skąd on może wiedzieć jak ja się normalnie zachowuje. Przecież nikt mnie tutaj nie zna, nikt z was nic o mnie nie wie...
-Może dlatego, że nie dajesz się poznać?- powiedział Kakashii przerywając mi.
-Od początku założyliście, że jestem jak Naruto, jak nasi rodzice. Cały czas to powtarzacie, chociaż nie wiedzie kim tak na prawdę jestem. Nie jestem jak mój waleczny braciszek...
-Ale Naruto mówił, że mieliście podobne dzieciństwo...
-Kiedy Naruto próbował zwrócić na siebie uwagę, ja próbowałam jak najbardziej się ukryć. Naruto został zaakceptowany taki jaki jest, ja cały czas walczyłam o akceptacje. Kiedy Naruto walczył o swoich przyjaciół, moi umierali. Naruto walczy z przyjaciółmi ramie w ramie, a moi wbiją mi nóż w plecy i odchodzą. On walczy z całych sił o swoją i innych przyszłość, ja cały czas próbowałam dowiedzieć się kim jestem. Kiedy znajduje swoje miejsce na ziemi wszystko jest mi odbierane... Nie porównuj mnie do nikogo, jeśli mnie nie znasz. Bo nie masz pojęcia co musiałam wycierpieć ile razy upadłam i ile razy musiała wstać, aby móc nadal walczyć o coś co ma dla mnie sens. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak ciężko było utrzymać się w rodzinie, którą i tak straciłam. Nie wiesz, co to znaczy być samotnym i patrzeć jak przez ciebie odchodzą wszyscy ludzie, którzy znaczyli dla ciebie najwięcej. Móc pomóc ale zawsze się spóźnić. Patrzeć jak jedyni ludzie, którzy byli wstanie poskładać cię w jeden kawałek znikają. A teraz... teraz kiedy mam szanse znowu mieć rodzinę, będę się starała jeszcze mocniej. Żaden demon, przeznaczenie, wojna,czy banda psycholi mi tego uniemożliwi!!!- powiedziałam, prawie krzycząc, i szybko mrugając aby się nie rozpłakać.- A dzień w którym zacznę otwarcie mówić o swoich uczuciach i przeżyciach, będzie dniem w którym rozpadnie się i nikt nie będzie w stanie mnie pozbierać.
-Próbowałaś dowiedzieć się?
-Chyba nie myślałeś, że straciłabym tyle czasu bezczynnie. Nie trudno było dowiedzieć się kim byli moi rodzice. Daliście mi, aż nad to wskazówek.- zaskoczona mina Kakshiego była widoczna nawet przez maskę. Oni myśleli, że mają do czynienia z idiotką?
-Ale...jak.?
-A ile Uzumakich mieszkało w Koncha 16 lat temu?, ile z nich było podobnych do mnie i miało na imię Kushina? Do reszty wystarczył akt ślubu. Jestem w szoku jakim cudem Naruto jeszcze nie wpadł na to aby to sprawdzić? Wszystkie dokumenty, które sprawdziłam były udostępnione dla mieszkańców.
Dopiero teraz zauważyłam, że jest już jasno. Ani ja, ani Kakashi nie odzywaliśmy się do siebie przez jakiś czas... Cały czas patrzyłam się w niebo. Nagle mój i Kakashiego wzrok przyciągnął jastrząb lecący w stronę budynku Hokage. Przeszedł mnie ten sam niemiły dreszcz, który przerwał mi dzisiejszy sen. Spojrzałam się w stronę mężczyzny.
-Zbliża się coś strasznego, w co każdy z nas będzie zamieszany. Powiedz Naruto, że nic mi nie jest. Tobie szybciej uwierzy niż mi...
-Dobrze.
Odwróciłam się zaczęłam kierować się w stronę mieszkania Naruto.
-Spotkamy się u Hokage, lepiej się nie zabłądź na ścieżce życia.

***Pół godziny później gabinet Hokage***

-Co? Konwój eskortujący?!
-Co? Masz jakiś problem!??
-To Jest misja rangi C! Jestem zmuszony podziękować za taką misje!- powiedział wściekł Naruto do Hokage, w czasie kiedy ja wraz z Sakurą i Kakashim staliśmy obok niego modląc się aby Tsunade nie wpadła w szał, a Hokage patrzyła się znudzona w stronę swojej asystentki.
-W ogóle nie dojrzałeś, Naruto.- powiedział Iruka chwytając się za głowę
-Naruto, wybrałam łatwiejszą misje, ponieważ nie byłeś na misji od długiego czasu, poza tym do drużyny 7 dołączyła Alma.
-Kłamstwo! Nie chcę żebyś mnie tak traktowała!- wykrzyknął ponownie Naruto, na co Sakura zaczęła go podduszać i uciszać.
-Przepraszał Mistrzu! Pozwól, że z nim porozmawiam!
-Szczegóły macie napisane tutaj!
-Hai!- powiedział Kakashi biorąc dokumenty od Hokage.
-Jeny. Trzeci byłby bardziej wyrozumiał...- Naruto ponownie musiał dorzucić swoje trzy grosze, bardzie  denerwując tym trzecią.
-Hhhaaa...Mówiłeś coś?!
-Zamknij się!!- krzyknęła Sakura jeszcze bardziej go podduszając
Na szczęście, a może nie szczęście do pokoju wbiegła jakaś kobieta krzycząc coś o sytuacji awaryjnej.
-Co to za zamieszanie?
-Właśnie rozszyfrowaliśmy tajną wiadomość z Wioski Piasku.
Jeśli to był ten ptak, którego widziałam godzinę temu to chyba nie za bardzo się spieszyli.
Informacja a jednak bardzo zainteresowała Naruto i Sakurę, którzy przestali się przepychać.
-Piasku?!

***

Wiadomość z Wioski Piasku musiała być na tyle poważna, że wzburzyła Tsunade i ich doradców.
-Co się stało?!
-Ukryta Wioska Piasku informuje, że Kazekage został porwany przez Akatsuki.
-Gaara...znowu oni...- powiedział pod nosem Naruto.
-Mamy wiele informacji odnoszących się do zamiarów Akatsuki, dlatego potrzebują naszej pomocy.
-Pani Tsunade! Nie mów, że chcesz wysłać tam Drużynę Kakashi'ego!
-To wyjątkowa sytuacja! Nie mamy czasu na przebieranie w środkach. Poza tym, Kakashi spotkał Akatsuki wcześniej.
-Może to prawda, ale..
-Drużyno Kakashi'ego, przydzielam wam nową misje. Musicie udać się do Ukrytej Wioski Piasku, dowiedzieć się, co się dzieje, wrócić i złożyć raport. Macie wykonać wszystkie ich rozkazy i wspierać ich!
Wszyscy wyglądali jakby właśnie obrali nowy cel w życiu, tylko ja patrzyłam się na nich jak na bandę wariatów. Nagle sobie o czymś przypomniałam.
-Temari...- powiedziałam pod nosem zwracając wszystkich uwagę na siebie.- Temarii wyruszyła w drogę, dzisiaj rano, musimy ją dogonić bo o niczym nie ma pojęcia.- Kiedy to powiedziałam miałam wrażenie jakby dopiero teraz zauważyli, że jestem z nimi w tym pomieszczeniu.
-Wyruszamy za 20 minut, spotykamy się przy głównej bramie.- powiedział Kakashi
-Hai!-krzyknęliśmy równo i pobiegliśmy przygotować się do misji. Byłam w szoku, że pozwolili mi
iść na tak ważną misje. Nie jestem do końca pewna, ale jest to skrajna nieodpowiedzialność.

***

Muszę...zacząć...regularnie...biegać- powiedział do siebie między urwanymi oddechami. Na szczęście po godzinie biegu mój organizm przyzwyczaił się do tego szalonego tempa, a płuca przestały mnie już palić.
-Naruto, wiem, że mamy się śpieszyć ale nie wyprzedzaj nas tak- powiedziała Sakura, kiedy Naruto ponownie zaczął przyśpieszać,
-Ale, ale...
-Nie przemęczaj się. Jiraya, powiedział to samo prawda?
-Naprawdę?- powiedziała, ale zaraz potem spojrzała się na idącą w dole postać.- Temari-san! Temari-san!- i wszyscy zeskoczyliśmy z drzew. Jakimś cudem nie upadłam na twarz, ale nadal nie lubiłam biegania po drzewach zamiast po ziemi. Już spokojnym krokiem doszłam do gróbki shinobi.
-Co?! Gaara został..?
Kakashi pokiwał głową- Droga do Wioski Piasku, zajmie nam dwa dni. Ruszajmy!
I znowu biegliśmy na złamanie karku, Sakura starała się trochę uspokoić Naruto, który z każdym krokiem przyśpieszał.
-Naruto! O czym przed chwilą mówiliśmy?! Trzymajmy się razem!
-Nie zniosę tego!- krzyknął nagle, co wywołało zdziwienie u reszty, zaczęłam się mu bardzie przysłuchiwać.- Wiem, że chcą mnie i Gaare. Sakura ty, też wiesz dlaczego, prawda? We mnie... Kyuubi jest zapieczętowany we mnie.- widziałam jak Temari i Sakura wzdrygnęły się i nagle spochmurniały.- Gaara i ja,,, Obydwaj mamy potwora wewnątrz naszych ciał. To tego chcą ci kolesie. Ja...- widziałam, że Naruto coraz bardziej się nakręca, przez co znowu zaczął przyśpieszać, zaczęłam się do niego zbliżać. -... nie cierpię tego! Widzą nas, jako potwory! Nie mogę znieść sposobu w jaki nas widzą! Był taki jak ja! I był całkiem sam dużo bardziej niż ja. Został celem Akatsuki. Znowu jesteśmy tacy sami, i pomimo tego... Dlaczego wszystkie złe rzeczy zawsze przytrafiają się jemu?! Znowu on! To dlatego... Dlatego nie mogę tracić ani sekundy! Tym razem chcę go uratować tak szybko jak tylko potrafię!- kiedy skończył płożyłam mu rękę na ramieniu, co było nie lada wyczynem podczas takiego biegu i zrobiłam to co by zrobiła, każda młodsza siostra, kiedy widzi płaczącego brata. Wzięłam głęboki oddech i popchnęłam go, tak, że stracił równowagę i prawie spadł z gałęzi.-Kto ostatni na miejscu ten stawia Ramen!
Przyśpieszyłam, ale nie musiałam długo czekać, aż już uśmiechnięty Naruto biegł ze mną ramię w ramię.
-Głupki!- krzyknęła z nami Sakura!

***następny dzień rano***

-Wystarczy już. Pigułki żołnierzy są tylko do nagłych wypadków. Dziewczyna w twoim wieku nie powinna się nimi przeja...- zaczął mówić do Sakury Kakashi, ale ona go zignorowała i pobiegła dalej- Jest zła?
-U mnie nazywali to seksizmem, Kakashi- powiedział widząc minę  Temari i różowowłosej- zostałbyś spalony na stosie przez feministki.
-Naruto...? Spotkałeś go wcześniej, prawda? Spotkałeś Uchiha Itachi. I on ciebie szuka.To, nie tak, że przez te dwa i pół roku oprócz treningu nic nie robiłam- powiedziała na zdziwione miny towarzyszy. Uchiha Itachi... zastanawiałam się skąd znam to nazwisko. I nagle mnie olśniło, był to ten zabójca kalanu, brat Sasuke, który był w grupie z moim bratem. Natknęłam się na informacje o nim w bibliotece. I od początku coś mi nie pasuje w tej historii
-Miałam pełen dostęp do biblioteki Mistrzyni Tsunade i korzystałam z tego najwięcej jak mogłam. I w końcu miałam dostęp do czegoś czego chciałam się więcej dowiedzieć. Osoba, którą chce zabić Sasuke jest jego brat Itachi Uchiha. Jest on członkiem Akatsuki. To dlatego Sasuke jest  Orochimaru, próbuje stać się silniejszym. Ale celem Orochimaru jest przejęcie ciała Sasuke. A nam zostało tylko pół roku! Orochimaru był kiedyś członkiem Akatsuki. Próbuje powiedzieć im bliżej będziemy Akatsuki, tym bliżej będziemy informacji o Orochimaru. Tym bliżej będziemy do niego, tym bliżej będziemy Sasuke!!
Nie cierpię takich monodramatyczny przemówień, założyłam słuchawki i tak jak zawsze kiedy byłam bliska powiedzenia czegoś co jest nie na miejscu postanowiłam zachować to dla siebie. Nurtowało mnie jedno pytanie, dlaczego wszyscy są przekonani o winie Uchiha skoro nikt nie znał jego motywów. Podczas moich studiów nauczyłam się jednej bardzo ważnej, rzeczy. Jeśli morderca działa według planu i myśli logicznie to znaczy, że nie jest psychopatą, A skoro nie jest psychopatą to jego postępowanie zawsze można jakoś wyjaśnić. Czasami odpowiedz jest nie do pojęcia, ale tacy ludzie zawsze mają jakiś cel. Zobaczyła, że Kakashi i Temarii co jakiś czas badawczo mi się przyglądają, ale poprawiłam tylko ponownie przeciwsłoneczne okulary na nosie i ich zignorowałam.

***ten sam dzień wieczór***

Wiedział, że po mimo to, że jestem padnięta i tak nie zasnę, usiadłam na jednej z gałęzi i zaczęłam medytować, od pewnego czasu robiłam to regularnie. Miałam nadzieje, że tak jak w dzieciństwie wyciszenie pomoże mi zapanować nad emocjami i sprawi, że pojawią się odpowiedzi na zadawane przeze mnie pytania. Zazwyczaj robiłam to w bibliotece wdychając kurz i zapach atramentu oraz starych książek. Jednak tym razem nic to nie dało, cały czas czułam ten dziwny niepokój, który dusił mnie od wewnątrz. Usłyszałam jak reszta wstała po tym krótkim odpoczynku, wszyscy oprócz mojego braciszka, który podobnie do mnie nie zmrużył na chwile oka. Stał na drzewie kilka metrów przede mną i patrzył na wschodzące słońce. Nie wiedziałam jak mogę go pocieszyć, dlatego nawet nie próbowałam. Miałam tylko nadzieje, że wszystko skończy się dobrze.
-Ruszamy!- zarządził Kakashi.

***Biuro Hokage***

-Appsshiuuu!
-Wszystko w porządku pani Tsunade?- zapytała Szhizune podając gorącą herbatę na biurko.
-Dbaj o siebie, jest coraz zimniej.
-Przepraszam za to.- odparła Tsunade, kiedy Shizune opuszczała jej gabinet.
Minęły dwa dni odkąd drużyna Kakashiego wyruszyła. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze powinni dotrzeć jutro rano.
Kiedy Tunade sięgnęła po naczynie z herbatą, ono nagle pękło.
-To zly znak- powiedziała- Nie mów, że...!- sięgnęła po los do szuflady biurka. Grupa trzecia, 117037... Zgadzało się. Wiedziałam! I w dodatku główną nagrodę! To najgorszy omen z możliwych!
-Shizune! Shizune jesteś tam?!

***Drużyna Kakashiego***

-Wreszcie!- krzyknął Naruto, kiedy wyszliśmy z lasu, a przed sobą widzieliśmy rozległe może piasku.- To pustynia!
-Ukryta Wioska Piasku jest za nią. Od teraz będę przewodnikiem.- powiedziała Temari odwracając się do nas przodem.
-Liczmy na ciebie- powiedział Kakashi i znowu ruszyliśmy biegiem przed siebie. Szybko zrozumiałam, że wsoliłam jednak wilgotny las, od gorącej pustyni.

***Biuro Hokage***
-Wzywałaś mnie Hokage-sama?
-Tak- odparła Tsunade, odwracając się od okna w stronę swojej asystentki- Mam zamiar wysłać posiłki do Ukrytej Wioski Piasku.
-Posiłki?
-Wkrótce powinni skończyć misje i być w drodze powrotnej.
-Oni...? Hai, przygotuje plany, Natychmiast!- powiedziała i wybiegła z gabinetu Piątej.
-Czy jesteśmy przygotowani na najgorszy scenariusz.
***
-Tsunade-sama Wrócili z misji!
- Wspaniale! - krzyknęła i idąc przez korytarze weszła do pokoju
-Proszę zaczekać Tsuna....
-Przydzielam wam misje rangi S!- powiedziała zanim zorientowała się, że w pomieszczeniu znajduje się grupa geninów z Konachamaru na czele.
-Niemożliwe...
-Rangi S...
-...misja?
-Niemożliwe- powiedział przerażony jonin, który był opiekunem grupy.
- O nie mogę! Mamy misje rangi S!
-Nie do wiary!
-Więc uświadomiłaś sobie jacy jesteśmy wspaniali!- zaczął krzyczeć Konachamaru skacząc i wymachując rękami.
-To nie możliwe...- powiedział ponownie jounin- Appssikk!
-Mistrzu Ebi, wszystko w porządku?
-Tak myślę. Wczoraj w nocy zasiedziałem się w gorących źródłach.
-Złapałeś przeziębienie podglądając...
-Złapałeś przeziębienie podglądając dziewczyny w gorących źródłach, przed misją rangi S! Ty zboczeńcu!- zaczął wyzywać mistrza wnuk Trzeciego.
-Dlaczego oni...?- zapytała wstrząśnięta Tsunade
-Poszła Pani złą drogą- powiedziała Shizune ciągnąc Hokage w stronę drzwi.
-Co, to za nieporozumienie!...- powiedziała i wyszła zostawiając geninów.

***Brama Wioski***

-Będziecie pracować nad tą samą misją co drużyna Kakashiego, idźcie do Wioski Piasku i zaoferujcie pomóc w dokończeniu misji. Zrozumiano?
-Hai!- powiedział Gai
-Zostaw to nam- odparł Lee
-Damy Rade.
-Zrozumiano- odparł Neji i Ten-Ten
-Okej.
\-Drużyna Gai'a wyrusza!- powiedział jounin- Apppsikk!
-Złapałeś przeziębienie?- zainteresowała się Piąta
-Nie, ostatnio ujawniła się moja alergia- powiedział śmiejąc się i pociągając nosem- Dobra! Mamy jeden dzień aby dotrzeć do Piasku!
-Gai-sensei! Do celu dotrzemy za pół dnia- powiedział Lee.
-Możesz obierać taki cel, ale tak, czy tak dotrzemy tam w trzy dni!- odparł Neji
-Możecie przestać tak gadać!- dodała Ten-Ten
-Wyruszamy Wszyscy razem ze mną! Wiosenny zryw młodości!- powiedział Gai  i wraz z Lee zaczęli biec w stronę Piasku.
-Jeny, jakie to kłopotliwe.
-Odpuść Ten-Ten.
-Są energiczni jak zwykle- powiedziała Tsunade, ale drużyna Gai'a była już daleko.
***
-Minęło sporo czasu, od kiedy ostatnio widziałem Naruto!- powiedział Neij
-Jestem ciekaw, jak bardzo się polepszył- dodał Lee
-Tak- przytaknęła Ten-Ten

***Okolice Wioski Piasku***

Cholerna burza piaskowa, wiedziałam, że tak będzie, po prostu to czułam. Teraz siedzimy w jaskini i czekamy, aż się skończy. Na szczęście Temarii zna te tereny i wiedziała gdzie szukać schronienia. Teraz trzeba tylko uspokoić Naruto, żeby siedział na tyłku, bo idiota jest gotów biec w tą burze i jeszcze nam chłopak zginie. Siedziałam z tylu groty, z dala od wszystkich i wysypywałam piasek z butów i sprawdzając co ja w ogóle wzięłam do plecaka podczas, gdy pakowałam się tak chaotycznie.
-Jesteśmy tak blisko Ukrytej Wioski Piasku! Nie mogę dłużej czekać!- zaczął krzyczeć ponownie Naruto.
-Naruto! Mówiłem Ci, nie bądź taki niecierpliwy!- powiedział Kakashi chwytając go za ramie.
-Ale!
-Po prostu zrozum to!- powiedziała Sakura zaciskając pięści. Chyba już każdy zaczynał mieć go dość.- Temari się najbardziej zamartwia!
-Kiedy jest pustynna burza najlepiej jest siedzieć w ukryciu. Bardzo łatwo jest zgubić drogę, kiedy się w nią wpadnie. Dlatego, gdy walczyli z wichurą, zawsze jest głośno o ludziach, którzy zniknęli na pustyni. Będzie dobrze. Nie powinna trwać długo.
-Proszę skończ się jak najszybciej...- powiedział Naruto dalej wpatrując się w burze.
***
No i nie udało zatrzymać się tego idioty, ale na szczęście wybiegł już pod koniec burzy, kiedy było w miarę bezpiecznie. Po paru godzinach widzieliśmy już wioskę, a raczej ogromny mur ją otaczającą. Przy bramie czekało na nas dwóch strażników.
-Oczekiwaliśmy was!- powiedział jeden z nich- Temari była z wami? Tędy, proszę!
Biegliśmy przez wioskę, prawdopodobnie w stronę szpitala. Wioska nie była w złym stanie, tylko w niektórych miejscach były ślady po wybuchach. Przebiegając obok jednej sterty gruzów, zauważyłam biały kawałek gliny, później zorientowałam się, że leży jej całkiem sporo w różnych miejscach. Zaczęłam dość szybko łączyć fakty z ostatnich miesięcy i miałam nadzieje, że się tym razem myle.
-Co? Mają też Kankurou?!
-Tak, Po tym jak złapali Kazekage, Kankurou poszedł za nimi. Ale został otruty przez wroga, nie wiemy jak usunąć truciznę! W tym stanie...
-Cholera!
-Pośpieszmy się! Temari! Zajmę się nim!
Wbiegliśmy do szpitala kierując się w stronę sali zabiegowej. Temari przez cały czas wołała brata, już chciałam powiedzieć, że przecież umierający jej nie odpowie, ale wiedziałam, że byłoby to nie na miejscu. Przez ten niewielki czas spędzony na praktykach w szpitalu zdążałam złapać już zawodową znieczulice...Temarii i Sakura podbiegły do łózka, gdzie leżała pacjent. Wszyscy jednak zatrzymali się na chwile, kiedy zobaczyli, że staruszka, która przed chwilą stała przy łóżku pacjenta teraz atakuje Kakashiego. Kiedy krzyknął po raz kolejny zaraz przy nim pojawiła się Sakura i Temarii wraz z innymi lekarzami. Ja zajęłam miejsce od razu w poczekalni. Wiedziałam, że mogłabym im pomóc, ale równocześnie zdawałam sobie sprawę, że nie ufają mi na tyle, aby tą pomoc przyjąć,
-Mistrzu Kakashii odsuńcie się razem z resztą, proszę!- powiedziała wiążąc włosy w kucyk.
-Trucizna, której użyto, powstała na bazie metali ciężkich. To jeden z tych rodzajów, które dostaje się do mięśni i niszczy komórki.- powiedziała kończąc krótkie badanie.
-Potrafi to wywnioskować po tak krótkim badaniu?- powiedział jeden z lekarzy.
-Nawet rodzaj trucizny- zachwycał się drugi
-Mogę kartę zdrowia?
-Tak, proszę. Uwzględniono na niej skład trucizna, są jednak pewne niewiadome.
-Po trafie je wyjaśnić.- powiedziała i zaczęła studiować kartę pacjenta- W czasie kiedy rozmawiamy, komórki jego serca ulegają destrukcji, może więc przestać pracować w każdym momencie, Nawet, jeśli przygotuje antydotum może to wcale nie powstrzymać zniszczeń.
-Niemożliwe, nie możemy nic robić?!- zapytała przerażona Temarii.
-Proszę mi przynieść wszystko co poproszę.- przerwała mi zwracając się do lekarzy
-Hai- powiedzieli lekarze, którzy do tej pory tylko się nam przesłuchiwali.
-Jest jeden sposób, aby go uratować, ale wymaga, jednak drastycznych środków.
Siedziałam na jednym z twardych krzesełek obok Naruto i Kakashiego. Miałam zamknięte oczy, ale z pełnym skupieniem słuchałam tego co dzieje się  w sali obok.
-Dlaczego im nie pomożesz?- zapytał Naruto- Przecież też jesteś lekarzem? Prawda?
Poprawiłam się na krześle i głośno westchnęłam.
-Nie chciałbyś, żeby twój znajomy trafił w moje ręce, Naruto. Zapomniałeś ja jestem lekarzem ostatniego kontaktu, a z tego co słyszę to Kankouro jeszcze żyje.
-Tak- powiedział, choć niepewnie i zaczął zamęczać Kakashiego. Sięgnęłam do kieszeni mojej kurtki i zaczęłam dokładniej przyglądać się kawałku gliny. Niemożliwe, aby było to o czym myślę...A jeśli...Nie,to niemożliwe...Chociaż biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia...
Moje rozmyślania przerwał skutecznie krzyk z sali zabiegowej. Wstałam z miejsca i zdjęłam okulary, które miałam cały czas na nosie mimo, że w pomieszczeniu nie było słońca. Związałam włosy w luźnego warkocza. Nie wiem co mną kierowało, bo nie a pewno zwykła empatia. Podeszłam do łóżka na którym leżał zwijający się z bólu chłopak, ignorując pytające spojrzenia Sakury, Temari i nnych medyków stanęłam przy jego głowie.
-Pomogę mu- powiedziałam z bladym uśmiechem w stronę Temari, która chciała mnie wyrzucić z sali. Usiadłam na ziemi i mając w pamięci ostatni raz kiedy  robiłam coś podobnego przygotowałam się. Dotknęłam twarzy chłopaka, głaskając go po policzku i czole.
-Pozwól mi... tylko trochę, pozwól mi zabrać trochę swojego bólu. Podziel się nim..- powiedziałam z nieobecnym wzrokiem skierowanym przed siebie, cały czas trzymałam dłonie na jego twarzy i powtarzałam uspokajające słowa. Kiedy przestał się wyrywać i trząść Sakura przystąpiła do zabiegu, Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale odebrałam mu część bólu, tylko tą część psychiczną, z fizyczną musi poradzić sobie sam. Nie wiem jakim cudem to potrafię, przed tym zrobiłam to tylko raz, kiedy trzymałam w ramionach umierającą przyjaciółkę. Poczułam jak po policzkach ciekną mi łzy, zamknęłam oczy i zaczęłam cicho śpiewać, cały czas głaskając uspakajając Konkuro.

-Would you know my name if I saw you in Heaven?
Would it be the same if I saw you in Heaven?

I must be strong and carry on,
'Cause I know I don't belong here in Heaven. 

Would you hold my hand if I saw you in Heaven?
Would you help me stand if I saw you in Heaven?
I'll find my way through night and day,
'Cause I know I just can't stay here in Heaven.
Time can bring you down; time can bend your knees.
Time can break your heart, have you begging please, begging please.
Beyond the door there's peace I'm sure,
And I know there'll be no more tears in Heaven.
Would you know my name if I saw you in Heaven?
Would it be the same if I saw you in Heaven?

I must be strong and carry on,
'Cause I know I don't belong here in Heaven...

Nie wiem dlaczego akurat tą piosenkę...wiem tylko, że pomogło. Zarówno mój jaki i oddech chłopaka uspokoił się. Nuciłam melodię piosenki jeszcze przez jakiś czas słuchając na zmianę krzątaniny lekarzy i wydawanych poleceń przez Sakurę
-Mógłbyś nam zrobić przysługę i po prostu zemdleć- powiem szeptem na ucho chłopakowi, ale on uparcie próbował zachować trzeźwość umysłu. Dopiero pod koniec zasnął.
-Usunęłam większość trucizny. Jego życiu dłużej nie zagraża niebezpieczeństwo- usłyszałam głos Sakury. Powoli odsunęłam się od Karnkuro wiedząc, że już nie potrzebuje mojej pomocy. Nie byłam pewna czy jak wstanę to nie zemdleję, więc otarłam tylko pot z czoła i roztarłam obolałe dłonie, siedząc ciągle na podłodze.
-Jesteś niesamowita! Sakura-chan!- krzyknął Naruto wpadając do sali, a Temari z westchnieniem ulgi oparła się o ścianę i zjeżdżając po niej usiadła na ziemi. Wiłam parę głębokich oddechów i wstałam z ziemi, starając się ponownie na nią nie runąć. Na miękkich nogach przygotowałam kroplówkę dla Kankuro i dla siebie wiedząc, że muszę jak najszybciej doprowadzić swój organizm do porządku.
-Jeszcze nie możemy pozwolić sobie na odpoczynek, trzeba przygotować antydotum. W jego ciele nadal znajdują się reszki trucizny.
Usłyszałam jak do pomieszczenia wbiega Naruto wraz z Kakashim i tą dziwną parą staruszków.
-Jesteś niesamowita, Sakura-chan!- wykrzyknął Naruto, a ja tylko pokręciłam głową wąchając pojemniki w których znajdowały się leki. Po jaką cholerę była mi ta łacina skoro tutaj i tak jej nie używają, a wszystkie lekarstwa nazywają się inaczej. Życie to suka.
-Macie w wiosce zioła lecznicze?- zapytała różówowłosa lekarzy z Piasku.
-Mamy.- powiedział jeden z nich i gdzieś pobiegł.
-Trzeba także zmienić banda....- zaczęła pokazywać na kogoś palcem.
-Zajmie się tym- powiedziałam nie wyraźnie bo w zębach trzymałam torebkę z kroplówką dla Kankuro, a sama przyklejałam sobie właśnie do ramienia swoją, abym mogła się spokojnie poruszać. Spojrzała się na mnie niepewnie, z resztą tak samo jak reszta zebranych ludzi w sali.
-Ejj... Przecież się na tym znam.- powiedziałam już wyraźnie podchodząc do łóżka Kankuro.
-Co, ty tak właściwie wcześniej zrobiłaś? Nie użyłaś żadnego jutsu.- powiedziała Sakura przyglądając się jak zakładam wenflon i mocuje kroplówkę. Zdawałam sobie sprawę, że na pewno o to zapyta, ale i tak nie miałam żadnego sensownego wytłumaczenia.
-Niektórzy ludzie wieżą w teorię przeniesienia, która głosi, że modląc się  o to, można wziąć na siebie cudzy ból i cierpienie. Są przeświadczeni, że jeśli będą się modlić wystarczająco mocno, wezmą na siebie cudzy ból, a on zostanie jej obojętny w stopniu adekwatnym do żarliwości modlitewnych próśb.
-To nadal niczego nie wyjaśnia. Nie mydl nam tu oczu!- krzyknęła Sakura. Przestałam zajmować się chłopakiem i odwróciłam w jej stronę, jednak nie napotkałam spojrzenia różowowłosej lecz tej dziwnej starszej babci. Spojrzała mi się w oczy i nagle jakby ją olśniło.
-Ostatni raz widziałam takie oczy ponad 60 lat temu, kiedy byłam małą dziewczynką. Widzą więcej niż inne...Prawda?
-Skąd mogę to wiedzieć skoro nigdy nie widziałam świata tak jak inni?-odpowiedziałam kończąc zmieniać chłopakowi bandaże. Do Sakury podbiegł w tamtym momencie jakiś lekarz podając kartkę z nazwami ziół, które posiadają w wiosce. Moją uwagę wtedy przykuły dłonie chłopaka, a raczej to co miał pod paznokciami. Znowu glina,,,
-Czy ten koleś, który porwał Kazekage nie był czasami blondwłosym idiotą, który co chwile krzyczy że wybuch to sztuka?- zapytałam mając nadzieję, że się mylę, ale jak tylko zobaczyła minę szanownej Shino oraz junina wioski Piasku zrozumiałam, że się nie myliłam.
-Alma-san skąd to wiesz?- zapytał się Kakashi podejrzanie. No pięknie...czy zawsze kiedy powinnam milczeć muszę mieć długi jęzor?
-Yyyyy... Spotkałam kiedyś takiego jednego debila, kiedyś dałabym sobie za niego rękę uciąć... I wiecie co? No teraz bym nie miała tej ręki.
Na szczęście Kakashii zrozumiał o co mi chodzi i nie drążył tematu dalej, moją sytuacje uratował również Kankuro, który postanowił się przebudzić.
-O w końcu obudził się nasz śpiący królewicz!

środa, 13 lipca 2016

Rozdział 3

Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Nie wiedziałam, czy to co się wydarzyło jest dla mnie szczęśliwym zbiegiem wydarzeń, czy wręcz odwrotnie. Po godzinnej rozmowie z Kakashim, Tsunade i Jirayą miałam ogólny zarys tego w jakim miejscu się znajduje. Wiedziałam w jaki sposób działa ta wioska i wiedziałam, że istnieją jeszcze inne wioski.
Do mojej świadomości dotarła w końcu wiadomość o ninja, jak również to, że muszę w jak najszybszy sposób nauczyć się bronić, ale nadal nie wiedziałam dlaczego? Nie wiedziałam nic o tym co się dzieje na tym świecie, a w dodatku ten skrawek informacji, które przekazali mi przekazali doprowadzał mnie do szału. Czułam się jeszcze bardziej niedoinformowana, niż wcześniej.
Szłam właśnie z Naruto na ramen, które mój brat uwielbia, słuchając całego jego życiorysu. Opowiadał przebieg kolejnej z jego bitew, kiedy w końcu się odezwałam.
-Czy ty zawsze dostajesz bęcki od kogoś zanim się w końcu pozbierasz i zaczniesz wygrywać?- Zrobił minę jakby się głęboko nad czym zastanawiał, po czym zrobił się cały czerwony. Wiem, że w tym momencie było to trochę chamskie, ale zaśmiałam się cicho. Poklepałam go po ramieniu, kiedy zrobił się jeszcze bardziej czerwony na twarzy.
-To może ty coś teraz powiesz o sobie?- zapytał po paru minutach ciszy.
-Jestem raczej nudną osobą- powiedziałam patrząc się na swoje buty.
-To raczej niemożliwe biorąc pod uwagę, że dziś rano spadłaś na moich oczach prosto z nieba.- powiedział mrużąc oczy i uśmiechając się szeroko, pokazując wszystkie zęby. Nie wiem dlaczego, ale na ten widok moje serce zabiło mocniej i zachciało mi  się płakać.  Uśmiechnęłam się, spojrzałam mu w oczy i powiedziałam.
- Okej, ale nie licz na to, że będę się zagłębiać w szczegóły.
Doszliśmy do butki z napisem Ramen-Ichiraku i usiedliśmy zamawiając jedzenie.
-Wychowywali mnie Yuki i Han Sato. Podobnie jak ty nie miałam za ciekawego dzieciństwa- powiedziałam do Naruto, który przyglądał mi się z zainteresowaniem.
-To znaczy?
-W wieku 4 lat, kiedy poszłam do szkoły o wiele wcześniej niż moi rówieśnicy, byłam przez cały czas traktowana z góry, ludzie z jakiegoś powodu nie nawiedzili mnie. Jako czteroletnie dziecko nie
zwracałam na to dużej uwagi, poza tym miałam wtedy przyjaciółkę...- powiedziałam i uśmiechnęłam się smutnie do moich wspomnień
-Pewnego dnia podczas lekcji Chiyo zrobiła się cała blada, zaczęła się trząść, a z nosa popłynęła jej krew. Wszystkie dzieci strasznie krzyczały, a nauczycielka była najbardziej przerażona, nikt nie
wiedział co trzeba robić.- Przełknęłam głośno ślinę, a ręce zaczęły mi się lekko trząść.- Próbowałam jej pomóc, ale nie byłam w stanie nic zrobić, zanim przybyła pomoc, ona już nie żyła, udławiła się własną krwią.
-Alma..- powiedział cicho Naruto, ale nie przestałam mówić.
-Od tego czasu miałam coraz więcej koszmarów, które nie dawały mi spać po nocach, a w dodatku ludzie w mojej wiosce stali się bardziej agresywni w stosunku do mnie. W wieku 6 lat przeprowadziliśmy się wraz z dziadkami do Tokio, mieli nadzieje że znajdę tam przyjaciół i zapomnę
o wszystkim, ale ja spędzałam prawie cały czas przy książkach.
Ludzie w nowym miejscu nie byli, aż tak bardzo do mnie uprzedzeni, ale i tak traktowali mnie z pewnego rodzaju rezerwą. Dziadkowie mówili zawsze, że to dlatego, że mi zazdroszczą, ale ja zawsze wiedziałam, że to dlatego że jestem inna.
Wiesz czerwone włosy i takie oczy jak moje nie są raczej typowe w miejscu gdzie się wychowywałam. Koniec z końcem skończyłam jako student medycyny 10 lat wcześniej niż większość ludzi w mojej profesji.
-Dlaczego lekarz, a nie na przykład kucharz?- zapytał kończąc swoją porcje i zamawiając następną.
-Pewnie dlatego, że umiem przyrządzać tylko i wyłącznie trucizny- odpowiedziałam żartem- A tak na prawdę to dlatego, aby zrobić na złość.
-Na złość? Komu?
-Wszystkim, którzy mnie kiedykolwiek skrzywdzili.- powiedziałam, na co Naruto zrobił minę jakbym zadałabym mu strasznie trudne zadanie matematyczne.
-Wiesz, nic tak nie denerwuje ludzi jak działanie im na przekór. Kiedy ktoś próbuje cię przerazić, wszystko co wystarczy aby go doprowadzić do białej gorączki to zaczęcie się głośno śmiać.
Więc postanowiłam, że będę leczyć rany tych ludzi, którzy mi je zadawali.
-Pierwszy raz słyszę o takim sposobie myślenia.- powiedział Naruto przestając na chwile jeść.
-To pewnie przez to, że tyle czytam... Nigdy nie chciałam zostać tą mściwą suką, która mści się za swoje niepowodzenia na głównej bohaterce- powiedziałam zaczynając moją porcję ramen, w tym samym momencie kiedy Naruto zabierał się za trzecią.
-A twoi opiekunowie?- zapytał, a ja zamarłam z pałeczkami przy ustach.
-Nie żyją. Byli to jedyni ludzie dzięki którym poczułam trochę miłości w życiu.- powiedziałam- A teraz ty mi opowiadaj, co jest w tobie takiego, że ja muszę uczyć się walczyć?
-Nie, ma tak łatwo!- krzyknął- jeszcze nie skończyłem zadawać pytań!
-W takim układzie, dalej, pytaj..
-Jakie masz zainteresowania? Oprócz nauki i czytania książek.- powiedział po krótkim zastanowieniu.
-W tych krótkich chwilach, kiedy mam czas zazwyczaj po prostu słucham muzyki, mówiłam że jestem nudna. Jedliśmy chwilę w ciszy, kiedy nagle do Naruto podeszła ta sama różowo włosa dziewczyna, którą widziałam dzisiaj rano zaraz po moim ocknięciu się.
-Naruto!- wykrzyczała i podbiegła szybko do niego nie zwracając zbytniej uwagi na mnie.- Wszędzie cię szukam, byłam u Tsunade spytać co się stało z tą dziewczyną, a ona powiedziała tylko, że ty mi wszystko powiesz...
-Cześć.- powiedziałam krótko, przerywając jej słowotok i przy okazji zwracając na siebie jej uwagę.
-Kim... kim ty jesteś?- zapytała wpatrując się we mnie. Na pewno miała na co patrzeć, dziewczyna z długimi czerwonymi włosami w skórzanej czarnej kurtce oraz napalonej bluzce sięgającej tylko do pępka, ubrana w ciemne obcisłe spodnie i glany. W dodatku moje oczy, które zawsze zwracały uwagę ludzi. To tyle jeśli chodzi o nie zwracanie na siebie uwagi.
-Nie uwierzysz Sakura-chan!- powiedział Naruto ekscytując się jak małe dziecko.
-W co?
-To jest moja siostra!- krzyknął na cały regulator zwracając na siebie uwagę większości przechodni, reszta była już do tego pewnie przyzwyczajona.
-Ciszej kretynie!- krzyknęłam na niego- Nie mieliśmy tego wykrzykiwać gdzie popadnie.
-Ale jak to siostra?- zapytała dziewczyna, patrząc się cały czas w moje oczy, a ja wcale nie miałam zamiaru spuszczać wzroku.
-Tak jakoś wyszło- powiedział Naruto z radością wypisaną na twarzy.
-Tak, tak mój młodszy malutki braciszek- powiedziałam czochrając mu włosy, przez co zrobił się trochę czerwony na twarzy, a Sakura zaczęła się śmiać.
***ALMA*** parę godzin później***
Przez głośne chrapanie mojego brata spałam jeszcze mniej niż normalnie, czyli około godziny.
Obudziłam się z kolejnego koszmaru i kiedy usłyszałam dźwięki z łózka obok wiedziałam, że już na pewno nie usnę. Wstałam z łóżka nawet nie próbując zachowywać się cicho, po paru
godzinach z Naruto poznałam go na tyle, że wiedziałam,  że mało co jest wstanie wybudzić ze snu albo zmusić do opuszczenia posiłku.
Z braku jakiekolwiek zajęcia zaczęłam przeglądać książki Naruto, którymi były tylko i wyłącznie podręczniki szkolne, które w większości nie były rozpakowane.
Teraz rozumiem dlaczego ledwo zdał akademię. Skończyłam je czytać dopiero, kiedy zaczęło robić się jasno, a Naruto przewrócił się na drugi bok.  Wypiłam dwie kawy, zrobiłam bratu śniadanie i kiedy na zegarze wybiła 6:00 ubrałam się, po czym uprzednio zostawiając kartkę gdzie idę opuściłam dom.
Kierowałam się w stronę biblioteki i miałam zamiar przesiedzieć tam cały dzień szukając informacji o ty miejscu. Na pewno nie miałam dzisiaj w planach siedzieć sama w domu, kiedy Naruto ma się popisywać wraz z Sakurą przed Tsunade swoimi umiejętnościami. Wczoraj dowiedziałam się, że Naruto był 2 lata poza wioską i trenował wraz z Jiralyą, a teraz ma się tłuc z Kakashim. Wczoraj dowiedziałam się chyba wszystkich możliwych rzeczy o moim nowym krewnym i muszę przyznać, że jest moim przeciwieństwem w każdym aspekcie. W dodatku te dziwne szkolenie na ninje, przecież ja umiem się sama obronić, a przynajmniej umiałam w moim świecie i na pewno nie doprowadzę do tego aby w tym świecie było inaczej.
***NARUTO***
Szukałem mojej siostry już dobrej godzinny, kiedy przypomniałem sobie o wiadomości jaką zostawiła mi rano.  Sądziłem, że już dawno wróciła do domu, nigdy nie przypuszczałem,
że można cały dzień przesiedzieć w bibliotece.  Zaraz po tym jak wraz z Sakurą pokonaliśmy Kakashiego, pobiegłem na Ramen i po tym jak spotkałem Iruke-sensei, kompletnie zapomniałem,
że Alma została na cały dzień sama. Tak naprawdę zupełnie wyleciało mi z głowy, że od dobrych 24 godzin mam siostrę.  Chociaż ta cała historia wydaje się niemożliwa, to bardzo się cieszę,
że to mi zawsze przytrafiają się takie dziwne rzeczy.
Pomimo późnej pory na ulicach było jeszcze pełno ludzi, a w bibliotece paliło się światło. Wszedłem do sierotka. W budynku panowała idealna cisza.
W jednej z licznych alejek pomiędzy regałami, otoczona wieżami z książek siedziała Alma pogrążona w lekturze jakiejś grubej zakurzonej księgi.  Chociaż pogrążona to złe określenie, ona po prostu biegła wzrokiem od linijki do linijki, jakby pochłaniała i od razu przetwarzała wszystkie
zdobyte informacje.
-Daj mi minutkę zaraz kończę- powiedziała cały czas skupiając się na książce.
-Skąd wiedziałaś, że to ja?- zapytałam siadając obok niej na podłodze, oglądając pomieszczenie w którym się znajduje.
-Tylko ty mogłeś mnie tutaj szukać o tak późnej porze i w dodatku gapić się na mnie przez dobre 5 minut- powiedziała zamykając książkę i spoglądając w moją stronę.
Pomimo, że w pomieszczeniu panował półmrok doskonale było widać jej duże błyszczące oczy.
-Jutro zaczynasz trening, więc lepiej żebyśmy poszli już do domu, musisz być jutro wypoczęta.- powiedziałem po chwili, na co ona tylko pokiwała głową i wstała.
Kiedy się wyprostowała strzeliły jej dosłownie wszystkie kości, na co skrzywiłem się automatycznie. Alma zaczęła zbierać wyrzyskie porozrzucane książki, odkładając je na póki.
-Przeczytałaś wszystkie!? Przecież ich jest tutaj ponad dwadzieścia.
-Trzydzieści pięć- powiedziała uśmiechając się delikatnie, po czym dodała- tylko je przejrzałam.
-Po co? Przecież szkolenie zaczynasz dopiero jutro.
-Niby tak, ale chciałam się coś dowiedzieć o tym jak wygląda ten świat.- powiedziała wiążąc włosy na czubku głowy. Ale kiedy zobaczyła mój wyraz twarzy pośpieszyła z wyjaśnieniami.
-Chciałam się dowiedzieć jakie tu panują zwyczaje, jaki jest ustrój administracyjny i czy nie palicie kotów na cmentarzach.
-A u was pali się koty na cmentarzach?
-Są ludzie co palą- powiedziała wzruszając ramionami.- Idziemy?
-Hai!
***ALMA***
Kiedy wraz z Naruto już leżeliśmy w łóżkach przypomniało mi się o jednej bardzo ważnej rzeczy.
-Naruto śpisz?
-Nie
-A powiesz mi w końcu dlaczego nasi rodzice nie żyją, a Tsunade robi z tego taką wielką tajemnice?
-W dzień naszych urodzin wioskę zaatakował jeden z ognistych bestii. Kyubi. Nasi rodzice zginęli broniąc wioski.- powiedział mówiąc powoli
każde słowo- Tylko tyle powiedział mi Trzeci.
-Ale to cały czas nie jest odpowiedz na moje pytanie.
-A jakie jest twoje pytanie?- zapytał cały czas patrząc w sufit, a we mnie się wręcz zagotowało.
-Wiem, że znamy się bardzo krótko, więc powiem ci parę ważnych rzeczy o mnie zanim zaczniesz po raz kolejny migać się od normalnej prostej odpowiedzi.
-Ale ja nie...
-Teraz ja mówię, nie przerywaj mi!- krzyknęłam w jego stronę wstając z łóżka.- Nie nawiedzę ukrywania prawdy, kłamania i srania w portyki ze strachu z powodu tego co morze się stać,
skoro jeszcze się nie stało to nie ma o co panikować. Poza tym jestem impulsywna i naprawdę potrafię być groźna. Pomijając to że przeczytałam więcej książek niż potrafisz sobie
wyobrazić jestem również na tyle inteligentną by wiedzieć kiedy kręcisz i na tyle silna by ci przywalić jeśli zajdzie taka potrzeba. Więc skoro teraz jest wszystko jasne może
łaskawie mi powiedz czego się tak strasznie obawiasz, że nie chcesz mi powiedzieć, czegoś co dotyczy również mnie?!- kończąc swój monolog usiadłam z powrotem na łóżku i wpatrując się w zdziwionego Naruto czekałam, aż mi odpowie.
-Byłabyś świetna w przesłuchiwaniu wrogów- powiedział szczerząc się o mnie tym swoim głupim uśmieszkiem.
-Wspominałam o tym, że nie jestem cierpliwą osobą?- spytałam już spokojnie, specjalnie używając przesłodzonego tonu, ale żeby podkreślić formę mojej wypowiedzi strzeliłam wszystkimi palcami
wyciągając przed siebie ręce, a dla pewności strzeliłam również karkiem. Mina mu zrzedła.
-Czego się tak strasznie boisz?-spytałam ponownie.
-Boje się, że mnie znienawidzisz, że znienawidzisz mnie przez to co mam w środku.- Kiedy wypowiedział te słowa sens jego wypowiedzi dotarł do mnie, a wszystkie informacje połączyły się w spójną całość.
-Czwarty Hokage uratował wioskę pieczętując Kiubiego w noworodku. W tobie.- powiedziałam zaskoczona- Tak?- spytałam Naruto, a on tylko pokiwał głową.
-Jesteś idiotą- powiedziałam siadając obok niego na jego łóżku.- Jesteś idiotą jeśli sądzisz, że mogłabym cię znienawidzić przez taką błahostkę.
-Co?-spytał, ale ja zamiast po raz kolejny mu to wszystko wyjaśniać po prostu go przytuliłam.
-Tak mi przykro.-powiedziałam mu cicho do ucha- Pewnie miałeś jeszcze
gorsze dzieciństwo niż ja.- powiedziałam czując jak Naruto wtula się we mnie mocniej przy okazji mocząc mu koszulkę.
-Dobra, tarczy tych czułości, bo jeszcze się przyzwyczaisz.- powiedziałam odklejając się od Naruto i bez słowa kładąc się na własnym łóżku. -Dobranoc- powiedziałam jeszcze okrywając się kocem.
-Dobranoc- powiedział nadal pociągając nosem, ale w jego głosie można było wyczuć radość.
***
Otaczał mnie bezkresne i nieprzenikniona ciemność. Wokół mnie panowała idealna cisza. Czułam się jakbym nosiła się w powietrzu. Dopiero po chwili zorientowałam się, że przede mną stoi ogromna
postać. Pięciometrowy duch ubrany w biało szarawą katanę, w zębach miał mały nóż, a u lewej ręce trzymał coś co wyglądało na różaniec.
Miał fioletowy odcień skóry oraz ogromne szpiczaste uszy, których nie przysłaniała nawet jego ogromna biała czupryna.  Gdy zdałam sobie sprawę z tego kto przede mną stoi cofnęłam się dwa
kroki do tyłu.  Miałam przed sobą demona śmierci…
-O kurwa…- powiedziałam pod nosem i miałam szczerą nadzieję że mnie nie usłyszał.
-Ty jesteś śmierć prawda?- spytałam, a twarz istoty przede mną jakby się rozpromieniła.
-Tak, istotnie.
-Jestem twoją wielką fanką! Zawsze chciałam Cię poznać, wiesz?- powiedziałam rozluźniając się już zupełnie i dopiero wtedy zorientowałam się, że zamiast mojej piżamy mam na sobie czarne
samurajski kimono, przewiązane białym grubym pasem. Miałam bose stopy, a moje długie włosy spadały mi do oczu. Po mimo, że ta cała sytuacja była abstrakcyjne nie mogłam się opanować od
uśmiechu. Po mimo, że czułam złowrogą i ciężką aurę tego miejsca nadal potrafiłam się uśmiechnąć.
Kiedy spojrzałam na demona, zobaczyłam że też się delikatnie uśmiecha.
-Co ja tutaj robię?- spytałam choć nie byłam pewna czy chcę znać odpowiedź na to pytanie.
-Jesteś tutaj, ponieważ wybrałem Cię na następną kapłankę Boga Jamy.
Teraz to już na prawdę byłam w szoku.
-Ale…
-Nie masz innego wyboru niż się zgodzić. Ostatnia kapłanka żyła ponad dwieście lat temu, przyszedł czas na następną, a będziesz nią ty.- powiedział nie pozwalając dojść mi do głosu. Z czasem dowiesz się jakie brzemię będziesz zmuszona nosić, ale najpierw czeka Cię próba, która zdecyduje jaką ścieżką będziesz podążać.
-Jaką ścieżką? Jaką próbę o co ci w ogóle chodzi? Na nic się nie pisałam!
-To stanowisko było ci pisane od kiedy przyszłaś na świat.
Nagle przede mną pojawiła się długa, biała, przepiękną kanata. Wysunęła ręce przed siebie, a ona spadła na nie pozwalając mi poczuć swój ciężar. Idealna.
-Należała do pierwszej kapłanki i przekazywaną była jej następczynią. Nich ci dobrze służy.- powiedział i pomknął w moją stronę wlatując w mój brzuch.
Poczułam się jakbym dostała pięścią w brzuch od mistrza wagi ciężkiej. Poczułam ogromne ciepło w okolicy pępka, a później czułam jakbym spadała w dół, który nie ma końca. Obudziłam się z kolejnego koszmaru, ale w przeciwieństwie do innych ten miał się ciągnąć za mną do mojej śmierci.

sobota, 4 czerwca 2016

Rozdział 4

-Tylko tyle?-spytała po raz kolejny Tsunade.
-Tak. Powiedział: Jesteś kapłańską Jamy, nie masz wyboru, czeka Cię próba i trzymaj kanate.-powiedziałam przedrzeźniając demona śmierci- potem śmiesznie się zakręcił, wyleciał mi w brzuch i zostawił po sobie to- powiedziałam już normalnie i podwijając bluzkę pokazałam pieczęć.
-Nawet się nie pożegnał, a w dodatku pozostawił po sobie ten tatuaż na pół brzucha.
-A kim jest ten Jama?
-Jedno z określeń Boga śmierci, Pana podziemia.- powiedziałam nadal krążą w kółko po gabinecie Hokage.
-Czyli jesteś kapłanką śmierci…
-A w sobie mam demona śmierci- dokończyłam, ale widząc jego lekko zmartwioną minę szybko dodałam- Mogło być gorzej, na przykład katana mogła być różowa.
- Chciałam ci tylko powiedzieć Tsunade-sama, że masz wyznawczynię szatana w wiosce.- powiedziałam kierując się w stronę drzwi.
-Hai! Czas na trening. Czeka sprawdzić, czy w ogóle potrafisz posługiwać się tą bronią.- powiedział wstając z ziemi i kierując się drzwi.
-Do zobaczenia Hokage-sama!- krzyknęłam opuszczając pomieszczenie.
-Część Babuniu!- wrzasnął Naruto, a zaraz potem usłyszał jak coś roztrzaskuje się o drzwi.
-Zawsze musisz ją prowokować?
-Bez tego byłoby przecież strasznie nudno.
Założyłam swoje okulary przeciwsłonecznie i spięłam włosy w wysoki kucyk. Nie mogę się doczekać treningu.
***godzinę później***
-Mam dość- zajęczałam po raz kolejny- które to już z kolei okrążenie?
-Siedemdziesiąte dziewiąte- powiedział Naruto z głupim uśmieszkiem, nie był wcale zmęczony, w przeciwieństwie do niego ja wyglądałam jak siedem nieszczęść.
Pozwolił mi stanąć dopiero po dziewięćdziesiątym. Sadysta.
-Masz beznadziejną kondycję. Jak można tak się zaniedbać.- powiedział patrząc jak ja ledwo dyszą kładę się na ziemi i z przymrużonych oczu posyłam mu nienawistne spojrzenie.
-Posiadam inne zalety, po za tym nie jestem przyzwyczajona do tak czystego powietrza- powiedziałam patrząc na białe chmurki na niebie. W Tokio było to zjawisko nie do odkrycia, brakuje mi metali ciężkich w powietrzu. Zignorowałam pytające spojrzenie Naruto i odwróciła się w
stronę skąd dobiegły odgłosy walki.
-Chcesz zobaczyć?
-Jeśli to oznacza małą przerwę to tak.- powiedziałam wstając na miękkich nogach i poszłam w stronę pola treningowego z którego dochodziły odgłosy walki. Na polu treningowym stał średniego wzrostu facet z kucykiem, a na przeciwko niego stała blondynka z ogromnym wachlarzem. Opaska którą
nosiła mówiła, że pochodzi z wioski piasku. Walka nie wyglądała na zachętą. Tak naprawdę stali cały czas i patrzyli na siebie wymieniając jakieś złośliwe uwagi. Dopiero po chwili zorientowałam się, że cień chłopaka jest wydłużony w taki sposób, że pomimo dużej odległości jaką dzieliła walczących dotykał dziewczyny. Nie wiem jak, ale cień przytrzymywał walczącą jak
boa dusiciel swoją ofiarę. Walka dobiegła końca i biorąc pod uwagę skalę zniszczeń wokół
terenu boiska, to nie była zabawa. Ciekawiło mnie tylko to, jak często muszą sądzić w tym miejscu drzewa skoro, osoby walcząc mają w zwyczaju ścinać je lub wyrywać z korzeniami przy okazji atakowania wroga.
-Chodź przedstawię cię!- powiedział Naruto i chwycił mnie za rękę ciągnąć w stronę dwójki shinobi.
-Shikamru, Temari witajcie!!!
-Przestań się tak drzeć- powiedziałam próbując założyć okulary przeciwsłoneczne na nos, ale one musiały się oczywiście zaplątać w włosy.
-Nie drzyj się tak głąbie. - powiedział chłopak, ale widać było, że cieszy się na widok mojego brata. Kiedy jego wzrok powędrował na mnie, wiedziałam że jest pełny podejrzeń. Super znowu się zaczyna.
-Lepiej przedstaw nam swoją koleżankę.- powiedziała dziewczyna podchodząc bliżej.
-Alma Uzumakie, siostra tego głąba- powiedziałam do blondynki pokazując palcem na Naruto.
-Siostra?- zapytali równocześnie.
-Po twoich włosach szybciej mogłabym stwierdzić, że jesteś moją siostrą niż siostrą Naruto. Poza tym od kiedy Naruto ma siostrę?- zapytała Temari. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi jej z tymi włosami,
przecież miała ten sam odcień blondu co Naruto? Stałam się daltonistą w sekundę, czy co?
Spoglądała na mnie oczekując odpowiedzi na swoje pytanie. Przymróczyłam oczy i ścisnęłam palce na nosie, czując jak ta cała sytuacja powoli mnie wykańcza.
-O ile się nie mylę to od ponad 15 lat- powiedziałam- a wie o tym od 2 dni, ja z resztą też.
-Czyli to ty jesteś tą dziwną dziewczyną o której gada cała wioska.- powiedział Shikamaru.
-Tak? Gadają o mnie? A można wiedzieć co?- spytałam podnosząc głowę i patrząc na Nare.
Włożył ręce do kieszeni i kopnął kamyk- Same głupoty. Mówią, że jesteś jinchuuriki, albo jednym z starych eksperymentów Orochimaru- powiedział z tak wielkim lenistwem w głosie, że nie mogłam się nie uśmiechnąć.
-Wiecznie to samo- powiedziałam wzdychając głośno, ale kiedy zobaczyłam pytające spojrzenie pozostałej trójki, machnęłam ręką i powiedziałam- nieważne!
-Tak więc...- zaczęła mówić Temari zmieniając temat i zwróciła się do Naruto- nie zrobiłeś sobie wolnego po tym dwu letnim treningu?
Nie usłyszałam odpowiedzi ponieważ odeszłam szybkim krokiem od nich i skierowałam się w stronę drzewa, przy którym leżał moja kanata, kurtka i butelka z wodą.
Usiadłam w na ziemi w typowy japoński sposób i położyłam przed sobą kanate, napiłam się wody. Nagle zauważyłam cień mężczyzny z czubem na głowie.
-Zawsze się tak spóźniasz, czy dzisiaj to był wyjątek?
-Czarny kot przebiegł mi drogę i musiałem iść na około.- powiedział Kakashi znudzonym głosem, siedząc na jednej z gałęzi i czytając książkę.
-Wiesz, że szybciej bym zrozumiała gdybyś po prostu powiedział, że się zaczytałeś, albo po prostu nie chciało ci się przyjść.
-Dobra, dobra- powiedział na odczepnego i pomachał ręką w moją stronę od niechcenia.
Pokręciłam głową i z głupkowatym uśmieszkiem zaczęłam się rozciągać, dotkliwie odczuwając skutki porzucenia nawyku codziennych ćwiczeń. Ciężko będzie nadrobić ostatnie sześć miesięcy stylu życia mula książkowego. Po mimo tego całego palącego bólu mięśni, które w ostatnim okresie zaczęły zanikać, czułam się szczęśliwa, że mam nową motywacje do pracy, do ćwiczeń, do doskonalenia się, do życia...
-Nie miałeś mnie czasami czegoś uczyć?
-Tak, ale czekamy na Hokage ponieważ, chciała osobiście sprawdzić czy faktycznie potrafisz posługiwać się tym mieczem- powiedział powoli, znużonym głosem i przewrócił na następną stronę w swojej książce.
-Nie wierzy na słowo?
-Nikt nigdy nie uwierzy na słowo drobnej dziewczynce z burzą czerwonych włosów i dwu kolorowymi oczami, że potrafi po mistrzowsku posługiwać się bronią, która jest używana głównie przez samurajów.- powiedział i przewrócił następną stronę- A mówiłem, że ta dziewczynka nie pochodzi z Wioski?
-Auć...- powiedziałam chwytając się teatralnie za serce- zapomniałeś jeszcze do listy moich zalet dodać aspołeczna i nie stabilna emocjonalnie- dodałam podnosząc głowę na Kakashiego na co on tylko pokiwał głową nie odrywając oczu? oka? od książki.

***

Przede mną stał Kakashi, który cały czas czytał książkę. Chcą mnie sprawdzić? Dobra. Zdjęła kurtkę oraz okulary. Związała włosy w typowy samurajski kucyk z tyłu głowy i wzięłam kanate do ręki. Po mimo że wiał zimny wiatr mi było gorąco. Już dawno nie czułam się tak podekscytowana przed walką, od bardzo dawną nie czułam takiego wyzwania.
- Bez czakry- powiedziałam upewniając się na jakich zasadach walczymy. Kakashi wziął do rąk dwa krótkie miecze i czekał, aż ja wezmę swój miecz. Nie wyciągałam to z pochwy, bo przecież nie chcemy się pozabijać. Poza tym szkoda byłoby stępić takie oszcze.
-Shikamaru będziesz sędziował.-powiedział Kakashi, a w zamian otrzymał tylko leniwe kiwnięcie głową. Wokół nas zebrał się już spory tłum. Nie licząc Naruto, Temari i Shikamaru, byli tam również Sakura, Ino oraz Tsunade, która niedawno wraz ze swoimi uczennicami dołączyła.
-To nie potrwa długo.- powiedział pod nosem, ale i tak to usłyszałam.
Wsłuchawszy się w szum wiatru ustawiłam się przodem do przeciwnika i poprawiając uchwyt na rękojeści złożyłam ukłon w stronę mojego przeciwnika. Mogło im się to wydawać bezsensowne i teatralne, ale ja i tak dostałaby burę od mojego dziadka. Później musiałabym wysłuchiwać o zasadach jakie panują w trakcie, przed i po walce, jednak najgorszy byłby ten jego karcący wzrok i wykład o dobrym wychowaniu i szanowaniu przeciwnika. Do końca mojego marnego życia będę pamiętać jego wszystkie pouczenia. Te małostkowe i te jedno najważniejsze.
-Bez myśli. Kiedy walczysz nie myśl, czuj!- usłyszałam krzyk w głowie. Pierwszy raz od dłuższego czasu naprawdę nie myślałam zdałam się na instynkt.

***NARUTO**

Nigdy nie widziałem takiej walki, nie była ona widowiskowa, ale było w niej coś takiego co na zawsze zapadnie mi w pamięć. Alma nawet na milimetr nie ruszyła się z miejsca, kiedy Kakashi do niej podbiegł. Nie podniosła również miecza, aby się bronić, czy zadać cios. Jej wyraz twarzy również się nie zmienił, był na niej cały czas obraz całkowitego skupienia. Przez pierwszą część walki robiła szybkie unik, które nie wymagały od niej zbyt wiele energii. Dopiero po chwili przystąpiła do ataku, wyglądała jakby robiła ta całe życie. Każdy jej ruch był precyzyjny, wyglądało to jak taniec, który ona bardzo dobrze znała. Po mimo tego, że tak dobrze sobie radziła nie mogła pokonać mistrza Kakashi'ego. Nagle przestała się bronić i najnormalniej w świecie wskoczyła na miszcza i zaczęła go dusić nogami równocześnie przewracając jego i siebie na ziemie. Dusiła go nogami i równocześnie zablokowała kataną atak.
-Wygrałam?!- spytała przez zaciśnięte zęby, na co Kakashi pokiwał głową a ona automatycznie go puściła wstając z ziemi i pomagając wstać Kakashi'emu wstać. Stanęła na przeciwko mistrza i złożyła szybki ukłon.
-To nie możliwe, że pokonałaś mistrza za pierwszym razem- powiedziałem z otwartymi szeroko ustami.
-Szybko?- spytała ciężko dysząc- Jedenaście pieprzonych lat, codziennych ćwiczeń, a i tak nie mogłam go wyczuć! Gdyby mógł działać na dystans pewnie leżałaby na ziemi po pierwszym ataku.
-Nigdy nie widziałam aby jakikolwiek samuraj tak walczył.- powiedziała zaciekawiona Hokage.
-Nie jestem samurajem, nie mogę. Kobieta nie może być samurajem, po za tym nie nienawidzę tych sztywnych reguł.- zaczęła szybko mówić, biorąc urwane oddechy.
-Ale przeszczekasz ich zasad.-stwierdził znudzony Shikamaru, on chyba nigdy nie zmienia tonu głosu.
-Tak zostałam wychowana.- powiedziałam nie siląc się na długie wyjaśnienia. Nie mam zamiaru się im tłumaczyć, że podczas walki i tak złamałam już niektóre z nich.
-Powinnam wiedzieć o tobie coś jeszcze?- zapytała Hokage
-Nienawidzę marnować czasu na bezsensowne rozmowy, oraz chcę jak najszybciej opanować to co już powinnam umieć.
-Dobrze więc. Kakashi zajmij się nią od razu!-powiedziała, ale w jej głosie można było wyczuć wielką ciekawość.


Do końca dnia uczyłam się podstawowych rzeczy takich jak manipulowanie czakrą, sprawdzili również naturę mojej czakry- błyskawice. Naruto chciał, aby Kakashi nauczył mnie chidorii, ale oboje stwierdziliśmy, że w moim przypadku powinnam rozwijać klanowe talenty do pieczętowania. Naprawdę ciekawi mnie dlaczego Naruto nigdy nic nie wie. Jego mina była bezcenna kiedy zorientował się że wiem o klanie Uzumakie więcej od niego. Przecież wystarczy umieć poszukać informacji o właśnie to poszłam zrobić po skończeniu treningu, udałam się do mojego azylu. Po raz kolejny spędziłam bezsenną noc w towarzystwie starych książek.

środa, 1 czerwca 2016

Rozdział 2

Najbardziej zdziwiło mnie to, że nie było żadnego tunelu ze światłem, nie spadałam w dół, ani nie spotkałam duchów moich przodków, na co szczerze liczyłam. Później w mojej głowie pojawiła się myśl: A jeśli oni wszyscy mieli racje i faktycznie jestem demonem? A jeśli trafię w jakieś okropne miejsce?
Jednak moje wszystkie wątpliwości zostały szybko rozwiane, kiedy z
ogarniającej mnie ciemności zaczęły wyłaniać się kształty mojego raju. Po paru sekundach stałam już na starej, spękanej podłodze w moim starym domu, w miejscu, gdzie spędziła szczęśliwe początki mojego dzieciństwa. Jednak to nie było najważniejsze, najważniejsze były dwie
osoby stojące przede mną.
-Babciu! Dziadku! Jak ja za wami tęskniłam!- krzyknęłam wpadając w ramiona staruszków.
-Alma kochanie!- krzyknęli równocześnie, za co ich najbardziej kocham, za ich zgodność. Nawet jeśli się kłócą to i tak zgodzą się do tego, że nigdy się nie zgodzą.
-Czy ja nie...
-Żyjesz- odpowiedział szybko dziadek- ale mało brakowało.
-Nie dramatyzuj stary dziadku!- krzyknęła babcia- ledwo straciła przytomność. Poza tym nasz mały aniołek przeżył nie takie rzeczy.
-Skoro żyję, dlaczego was widzę?- zapytałam odchodząc krok w tył i przyglądając się mi badawczo.
-A skąd mamy to wiedzieć?- zapytał dziadek, a potem przez śmiech dodał jeszcze- To ty zawsze byłaś ta dziwna. Spojrzałam się na niego śmiertelnie poważnym wzrokiem i powiedziałam
dziecięcym tonem:
-Nie śmieszne.- Co oczywiście wywołało kolejną porcję śmiechu.- I że niby teraz będę zaklinaczką duchów?
-Przestańcie się przekomarzać, nie mamy zbyt wiele czasu...- zaczęła mówić babcia, ale weszłam jej w słowo.
-Skąd to niby wiesz?
-Zaczynasz blednąć- odpowiedziała, a ja automatycznie spojrzałam na swoje dłonie, przez które widziałam swoje stopy.
-Nie dobrze- powiedziałam o czym podbiegłam do nich i jeszcze raz przytuliłam się do moich opiekunów.
-Kochamy cię najbardziej na świecie, pamiętaj o tym.
-Ja was też. Dziękuje. Do zobaczenia.

I znowu zapanowała ciemność, nicość. Nie wiedziałam co się dzieje, nie wiedziałam co mam robić, czułam się strasznie samotna, a samotność jest najgorszym uczuciem jakie człowiek może doświadczyć. Nagle poczułam jak ktoś potrząsa moim ciałem, usłyszałam głos
wołający mnie coraz głośniej.
-Wstawaj! Wstawaj! Wstawaj!- Głos był strasznie denerwujący i natarczywy, a  mi było tak wygodnie i błogo. Coraz bardziej zaczynałam nie lubić tego kolesia, który po prostu działał  i na nerwy. Biorąc pod uwagę, że jeszcze go nawet mię widziałam to na prawdę musiał być dobry w denerwowaniu ludzi.
Kiedy otworzyłam oczy nie miałam pojęcia gdzie jestem, jedno na pewno było pewne jasne, błękitne niebo z puszystymi bialutkimi chmurkami mówiło, że to na pewno nie jest Tokio. Gdy ta jakże ważna myśl dotarła do mojej głowy, szybko się podniosłem do postawy siedzącej, co okazało się kolejnym złym pomysłem ze względu na dwie rzeczy. Po pierwsze, chyba na prawdę oberwałam piorunem, ponieważ bolała mnie każda część ciała, włącznie z mięśniami o których istnieniu nie
miałam pojęcia. Po drugie głowa bolała mnie podwójnie, bo w monecie mojego energicznego wstawania uderzyłam moją głową w głowę chłopaka, który parę sekund temu pochylał się nade mną, a w tej to właśnie chwili leżał obok mnie masując obolałą czaszkę i posyłając mi mordercze spojrzenie.
Rozejrzał się dokładnie wokół siebie, przymrużając oczy. Tak.., to na pewno nie jest Tokio, tam nigdy nie ma takiego słońca, ani świeżego powietrza. Tylko...  gdzie ja właściwie jestem i kim do cholery jest ten blondas, gapiący się na mnie. Zlustrowałam jeszcze raz go, ale tym razem lepiej mu się przyglądając.
Ubrany był w pomarańczowo- czarny dres, na stopach miał sandały, miał dużą i okrągłą twarz oraz dwoje błękitnych dużych oczu. Jego włosy były wręcz żółte, a o ich ułożeniu nie ma nawet co mówić, były w kompletnym nieładzie. Najbardziej w jego ubiorze zwróciła moją uwagę
ochraniacz na czoło. Dokładnie taki sam, jaki znalazłam niedawno w moim mieszkaniu.
Dotknęłam miejsca na piersi gdzie w kurtce znajdowała się wewnętrzna kieszeń, wyczułam wypukłość . To dobrze, czyli pieluszka i ochraniacz nadal tam są...
-Wszystko w porządku?- zapytał się mnie chłopak, zaraz po tym jak skuliłam się i włożyłam głowę pomiędzy kolana z powodu okropnych zawrotów głowy. Za wiele na raz... Zaczęłam wariować. Spojrzałam ma chłopaka z przymrużonymi oczami, przez co mogłam wyglądać trochę
groźnie biorąc pod uwagę to, że blondyn odszedł dwa kroki dalej. Nie trudziłam się z odpowiedziom czułam się i z pewnością wyglądałam jak trup. Nagle usłyszałam tupot stup, dwóch osób, które w bardzo szybkim tempie zbliżały się do mnie. Usłyszałam jeszcze kłótnie pomiędzy dwoma osobami, ale nie mogłam rozróżnić do kogo należą te głosy, wszystko brzmiało jakbym miała zatkane uszy, głowie kręciło mi się coraz bardziej. Przed oczami pojawiły mi się czarne plamy, nie zwracając uwagi na kłócących się ludzi obok mnie położyłam się na ziemi i zamknęłam oczy walcząc z mdłościami.
Dopiero, kiedy kłótnia po parunastu minutach ucichła poczułam jak ktoś delikatnie potrząsa mnie za ramię, dopiero wtedy z trudem otwarłam oczy. Stały nade mną trzy osoby, blondyn, różowo włosa dziewczyna z przesłodzonym uśmiechem oraz białowłosy mężczyzna z maską na prawe całej twarzy.
-Jak się czujesz?-zapytała dziewczyna
-A jak byś się czuła po oberwaniu piorunem?
-Ja..mhmm. Coś cię boli? Jestem medykiem mogę ci pomóc, znam się na tym...- zaczęła mówić i oglądając bardzo dokładnie moją twarz, zapewne doszukując się oznaki jakiegokolwiek odczuwalnego przeze mnie bólu.
-Ja też się na tym znam i oprócz lekkiego wstrząsu mózgu oraz kompletnej dezorientacji jest ze mną bardzo dobrze.-powiedziałam przerywając dalszą serię pytań. Podniosłam się powoli z ziemi i
stanęłam chwiejnie na nogach. Zgarnęłam moje długie włosy z twarzy i związałam je na czubku głowy gumką, którą miałam na lewym nadgarstku. Przygotowując się na reakcje ludzi w moim otoczeniu stanęłam przodem do nich w taki sposób, że mogli zobaczyć mnie i moje
oczy, które zawsze budzą nie małą sensacje nawet dla ludzi którzy widzieli je wcześniej.
-Co ty masz z oczami?!!- krzyknął blondyn za co dostał z pięści od dziewczyny i szczerze mówiąc takiej to oto reakcji się spodziewałam. Najbardziej zdziwiłam mię jednak reakcja białowłosego mężczyzny zrobił się blady jakby zobaczył ducha,
-Kushina-san..?- zapytał w taki sam sposób jakby mówił do siebie, ale i tak zwróciło to uwagę wszystkich. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam się na niego z nie rozumiejącą miną.
-Nie... Alma.
-Co?- zapytał jakbym powiedziała coś w obcym języku.
-Mam.. na .. imię.. Alma- powiedziałam, po czym szybko dodałam- Alma Rin Sato mam piętnaście lat i nie mam pojęcia w jaki sposób się tutaj znalazłam.
-Ja jestem Naruto, to jest Sakura, a to jest Kakashi-sensei- powiedział blondyn niemal krzycząc, przez co się skrzywiłam.
-Nie pamiętasz skąd się tutaj wzięłaś?- zapytała Sakura, na co ja tylko pokręciłam głową.
-Nie to, że nie pamiętam czegoś, tylko nie wiem w jaki sposób się tutaj wzięłam i nie wiem co to "tutaj" oznacza...
-Jesteś w Konha- powiedział Naruto
-Gdzie?
-We Wiosce Ukrytej w Liściach.- powiedział jeszcze raz jakby to miało cokolwiek wyjaśnić.
-Eeee...- powiedziałam nadal nic nie rozumiejąc. Jakim cudem z Tokio znalazłam się w jakiejś Wiosce? I gdzie to do cholery jest?! Na szczęście Kakashi chyba sobie coś przypomniał od razu oprzytomniał.
-Zabieram Cię do Hokage. Ona ci wszystko wytłumaczy i odpowie na wszystkie pytania- powiedział ciągnąc mnie w nieznanym dla mnie kierunku.
-Do Kogo?- zapytałam wyrywając mu z uścisku rękę i patrząc pytająco, ale mnie zignorował.
-Naruto, Sakura- zwrócił się do pary stojącej obok nas- trening wznowimy jutro, macie na razie wolne.- po czym wziął mnie na ręce i pobiegł w stronę muru wioski.
Pomimo moich krzyków, przez które zwróciłam na siebie uwagę nie małej grupy ludzi, postawił mnie na ziemię dopiero przed budynkiem, chyba jakiegoś urzędu. Sam budynek był wielki i brzydki, ale stał przed górą w której było wyrytych 5 ogromnych ludzkich podobizn.
Kakashi pociągnął mnie w stronę wejścia do budynku, ale kiedy mieliśmy wejść do budynku o mało nie zostałam stratowana przez dziadka z wielką kitą na głowie i w drewnianych japonkach.
-Jiraya-san- powiedział krótko na przywitanie Kakashi.
-O Kakashi. Miło cię widzieć.- powiedział po czym dodał- Jeśli idziesz do Tsunade to nie jest dobry...-przerwał swoją wypowiedz, kiedy zauważył mnie. Zrobił się strasznie blady, ale jego oczy rozbłysły jakimś dziwnym blaskiem..
-Kushina?..- zapytał, a mnie od razu zalała fala złości. Co oni sobie do jasnej cholery wyobrażają?! Że niby mogą mną tak bezkarnie szarpać i nic nie wytłumaczyć. Dopiero kiedy zauważyłam zdziwienie na twarzy obydwu mężczyzn zdałam sobie sprawę, że zapewne jestem równie czerwona jak moje włosy. Powstrzymując się od krzyknięcia na nich, postąpiłam bardzo dojrzale
jak na mój wiek i tupnęłam nogą... Tak, tupnęłam nogą, po czym od razu odwróciłam się w stronę Kakashiego i uderzając go w klatkę piersiową moim wskazującym palcem, powiedziałam:
-Ty! Masz mi w tej chwili wszystko wyjaśnić! Dlaczego się tutaj wzięłam i kim do diabła jest ta kobieta z którą cały czas mnie mylicie? Nie mam ochoty na wasze durne gierki? Zaprowadź mnie do tej całej Hokage!- powiedziałam, a raczej wykrzyczałam mu to na jednym oddechu, robiąc się jeszcze bardziej czerwona. Włosy które miałam przed chwilą związane teraz zakrywały mi połowę twarzy, przez co wyglądałam jak jedna wielka czerwona kulka.
-Dobrze, dobrze- powiedział szybko Kakashi uśmiechając się jak idiota.
Nie patrząc na dwóch mężczyzn przede mną weszłam do budynku i skierowałam się na schody podejrzewając, że gabinet Hokage mieści się właśnie tam. Słyszałam jak Kakashi wraz z Jirayą szepczą coś między sobą, ale tak naprawdę miałam to gdzieś. Stanęłam przed wielkimi
podwójnymi drzwiami z skąd dochodziły krzyki i słysząc rozmowę za drzwiami mogłam z całą pewnością stwierdzi, że to jest właśnie gabinet Hokage.
Wzięłam dwa głębokie oddechy i zerknęłam jeszcze raz na obydwu mężczyzn, pukając mocno do drzwi weszłam do sierotka. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to lecąca w moją głowę z bardzo
szybką prędkością książka, którą jakimś cudem złapałam.
-Kto pozwolił ci tutaj w ogóle wejść?- zapytała blondynka z dużym biustem, prawdopodobnie to właśnie była Hokage, a biorąc pod uwagę, że jej twarz jest wyryta w skale to na pewno jest Hokage. Była jeszcze bardziej zdenerwowana niż ja przed chwilą, dlatego postanowiłam, że w takiej sytuacji to ja muszę zachować przynajmniej pozorny spokój.
-Nikt mi nie zabronił wejść...- powiedziałam i chcąc coś dodać jeszcze o jej celnym rzucie przymilkłam, kiedy w słowo wszedł mi Jiralya.
-Tsunade poznaj Almę, siostrę Naruto.- powiedział, wywołując najróżniejsze reakcje. Tsunade patrzyła się na niego pytająco, a później wgapiała się na mnie jak w jakiegoś kosmitę. Kobieta, która
stała cały czas obok biurka Hokage teraz patrzyła się na mnie i na Jiralye z niedowierzaniem. Ja patrzyłam się na wszystkich jak na kompletnych psycholi, a w szczególności na blondyna, który wpadł do gabinetu przez okno wykrzykując coś niezrozumiałego. Kakashi za to był
niewzruszony, prawdopodobnie wcześniej o tym wiedział. Jedno jest pewne Jiralya nie obija w bawełnę.
-Naruto, uspokój się!- wrzasnęła kobieta, waląc pięścią w biurko.
-Ale babuniu!- powiedział z pretensjami, ale na szczęście już o ton ciszej.
-Ile razy można ci mówić, że nie masz do mnie mówić babuniu!- wrzasnęła kobieta po raz kolejny. Prawdopodobnie kłóciliby się dalej gdybym nie podeszła do biurka Hokage i nie stanęła pomiędzy nimi.
-Gówno mnie to obchodzi o co wy się tutaj kłócicie. Macie mi w tej chwili powiedzieć co tu się do cholery dzieje!- zaczęłam krzyczeć, przez co w gabinecie zaległa cisza. Wszyscy patrzyli się na mnie z nie małym zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
-Skoro już przestaliście się kłócić, to radzę również przestać się na mnie gapić i zacząć mi wyjaśniać to wszystko, tylko radze w miarę szybko. Usiadłam na biurku i patrząc na Hokage westchnęłam głośno.
-Nie wiem od czego zacząć- powiedziała Tsunade siadając na swoim miejscu.
-Najlepiej od początku. Gdzie ja jestem? Co to za miejsce?- spytałam się kobiety wyciągając z kieszeni kurtki dwa niedawno znalezione przeze mnie przedmioty.- I co to jest?- powiedziałam kładąc je na biurku.
-Skąd to masz?- spytała kobieta spoglądając na ochraniacz i pieluszkę z namalowany symbolem wiru.
-Też chciałabym to wiedzieć, znalazłam to wśród rupieci, kiedy sprzątałam mieszkanie, pewnie dziadkowie znaleźli to wtedy, kiedy znaleźli również mnie.
-Gdzie ty wcześniej mieszkałaś?- zapytał zaciekawiony Naruto.
-W Tokio, w Japonii...
-Gdzie to jest?!- wykrzyczał kolejne pytanie do mojego ucha, przez co skrzywiłam się i odsunęłam krok w bok.
-Nie mam pojęcia gdzie...pewnie w jakimś innym wymiarze lub na innej planecie w jakiejś odległej galaktyce- zaczęłam z irytacji mocno trwać się po głowie.
-Co do tego ochraniacza- zwróciłam się do dorosłej części rozmówców- to znak tej wioski, tak? Wszyscy tutaj noszą taką opaskę?
-Nie tylko osoby które zdały test na genina w akademii i są ninjami Konchy- powiedział Kakashi.
-Ninje?- spytałam nie dowierzając- takie, które biegają po budynkach i tłuką się nunchaku?- spytałam jeszcze raz powstrzymując śmiech.
-A co? U ciebie też są wojownicy ninja?- spytał Jiralya.
-Tak... Banda oszołomów, których zamyka się w ośrodkach psychiatrycznych.-po wypowiedzeniu tych słów wybuchła śmiechem, a reszta patrzyła się  na mnie jak na totalną wariatkę.
-A tak na serio...- zaczęłam, kiedy skończyłam się już śmiać- ...to muszę wrócić do domu.
-Niestety, ale mimo to że może ci się to nie podobać to tutaj jest twój dom, a poza tym nie mam pojęcia jak miałbyś wrócić do siebie- powiedziała Tsunade wstając od biurka.
W pierwszym momencie patrzyłam się na nią nie dowierzając, ale kiedy zrozumiałam, że mówi poważnie zrozumiałam, że ten dzień może być już tylko coraz gorszy.
-Ty tak na serio?- spytałam już nie zwracając uwagi na sztuczne regułki. Tsunade tylko pokiwała głową cały czas wyglądając przez okno.
-Rozumiem, że to może być dla Ciebie trudne, ale...- zaczął mówić Jiralya, ale mu przestałam przypominając sobie o jednej bardzo istotnej rzeczy.
-Moi biologiczni rodzice nie żyją, prawda?- spytałam patrząc na Kakishiego i Naruto.
-Tak, ale skąd ty to wie...
-Nie trudno się domyślić- powiedziałam siłą się na uspokojenie swojego głosu, chociaż do takiego stanu aby nie było słychać jego drżenia.
-W końcu rodzice muszą mieć dobre powody, aby opuścić dziecko i prze-teleportować je do innego wymiaru.- powiedziałam i poczułam jak Naruto obejmuje mnie ramieniem. Dawno nie byłam w takim stanie, nie mam pojęcia, czy dopiero teraz mój mózg przegrał się z powodu zbyt dużego
natłoku emocji, czy dopiero teraz dopuścił do siebie informacje, że to co tu się dzieje jest prawdziwe.
Nagła śmierć dwójki najważniejszych ludzi na świecie, ludzi, którzy całe moje dzieciństwo wspierali mnie i dawali mi przykład. Pojawienie się w zupełnie obcym miejscu i wysłuchanie tych wszystkich
niewiarygodnych historii.   Pojawienie się mojego "brata" i to w dodatku zupełnie nie podobnego do mnie. Informacja o moich biologicznych rodziców, zgłoszenie tej cichej na dzięki w moim sercu na spotkanie z nimi oraz konieczność zapomnienia o tym, co pomimo wielu przeciwności,
dałam radę osiągnąć w moim krótkim życiu. Zaczęcia wszystkiego od nowa.
Wzięłam dwa głębokie oddechy i wycierając z policzka samotną łzę, wzięłam się w garść i z wysiłkiem uśmiechnęła się lekko.
-Przepraszam, ale ten dzień nie należy do najłatwiejszych.-powiedziałam po czym zwracając się do Hokage dodałam-  Mogłabym się dowiedzieć kim byli rodzice, jak zginęli?
-Wsi rodzice zginęli w dniu waszych narodzin ratując wioskę, niestety nie mogę wam powiedzieć na razie niczego więcej. Spojrzałam na Naruto, który już mnie nie obejmował ramieniem, ale nadal
stał blisko mnie. Podczas rozmowy o rodzicach przygasł, zresztą tak samo jak Jiralya i Kakashi. Naruto był bardzo zamyślony, nie smutny tylko pogrążony w głębokiej zadumie.
-Czyli jesteśmy bliźniakami- zapytałam siląc się na weselszy ton, aby odwrócić uwagę od poprzedniego tematu. Nie miałam zamiaru pytać się dlaczego nie może nam powiedzieć niczego więcej o rodzicach.
Wiedziałam, że jeśli będę chciała to sama będę w stanie do tego dojść.
-Tak, jesteś starsza o 10 minut-odparł Jiralya uśmiechając się szeroko.
Naruto znowu miał ten swój blask w oczach i zaczął uśmiechać się szeroko. Pewnie w innych okolicznościach też bym się cieszyła ale w tej sytuacji w jakiej się znalazłam postanowiłam trzymać emocje na wodzy, tak samo te pozytywne jak i negatywne.
-To co ja mam tu w ogóle robić? Czym mam się zająć?- spytałam Hokage siadając z powrotem na swoim krześle.
-A co robiłaś do tej pory?
-Właśnie byłam w trakcie stażu w prosektorium.
-Co?- zapytał Naruto z takim samym zdziwieniem wymalowanym na twarzy jak u reszty osób.
-Studiuje medycynę sądową, jestem przyszłym lekarzem od trupów.
Zostało mi tylko jedne zaliczenie, a potem po odbyciu tego stażu miałam mieć już tytuł lekarza...
-To chyba już jasne. Musisz szkolić się na medycznego ninje.- powiedział Jiraya zadowolony ze swojego pomysłu.
-Nie mogę po prostu zostać normalnym lekarzem?
-Niestety nie... Z powodu twoich rodziców i jak również twojego brata musisz nauczyć się bronić- powiedziała Tsunade odwracając się w stronę okna.
Chciałam się zapytać jaki to powód, ale postanowiłam jej nie przerywać.
-Naruto ci wszystko powie, a drużyna 7 zajmie się twoim treningiem.
-Naruto mam nadzieje, że będziesz potrafił zająć się siostrą?
-Ma się rozumieć babciu!- wrzasnął Naruto, ale Tsunade chyba tym razem po prostu to zignorowała.
-Alma proszę Cię tylko o to byś używałam tutaj nazwiska swojego brata i spróbuj nie wyróżniać się zbytnio.
-Postaram się.- powiedziałam chociaż dobrze wiedziałam, że w moim przypadku jest to niewykonalne.

piątek, 20 maja 2016

Rozdział 1

Szłam przez zatłoczone Tokio w stronę mojego malutkiego mieszkanka znajdującego się niedaleko stacji metra, którą przed minutą opuściłam. Z trudem przeciskałam się przez tłum na zatłoczonych
chodnikach, który był jak zwykle duży, pomimo okropnej pogody. Niebo było szare, co było skutkiem smogu unoszącego się nad miastem. Panowała straszna ulewa, przez którą przemokłam do suchej nitki, a silny wiatr nie powodował poprawy mojego nastroju.
Weszłam do jednego z wielu bloków znajdujących się w tej dzielnicy i z trudem doczłapałam się na 7 piętro. Po co komu winda? Weszłam do malutkiego mieszkanka i ściągnąwszy kurtkę i buty skierowałam się do łazienki.
Wytarłam twarz ręcznikiem, przy okazji ścierając resztki makijażu z twarzy. Kiedy spojrzałam w lustro ujrzałam wrak człowieka. Oczy opuchnięte od wielu godzinnego płaczu, bledsza wychudzona twarz. Wyciągałam z oczu soczewki zmieniające kolor, które noszę na co dzień,
aby ukryć fakt, że mam dwoje oczu innego koloru. Lewe oko było koloru, czystego, jasnego błękitu, a za to prawa gałka oczna miała kolor obsydianu, przez co nie było wiać źrenicy oka.
Powstrzymując łzy, które powstały z powodu wydarzeń ostatnich dni, związałam swoje bordowe włosy w koka na czubku głowy i przebrałam się w stary schodzony dres leżący na koszu od prania.
Poszłam do salonu gdzie wlało się pełno pudeł ze starociami, rzeczami moich opiekunów, na których pogrzebie dziś byłam...
Otarłam po raz kolejny łzy napływające mi do oczu i zabrałam się do pracy, czyli wywalania nie potrzebnych rupieci oraz pikowania tych potrzebnych. Miałam nie wiele czasu jutro mają przyjechać zabrać mnie do domu dziecka. Jednak okazało się, że mając 15 lat nie mogę mieszkać sama, po mimo tego, że skończyłam już szkołę i zdobyłam zawód. Wiem, zawód w wieku 15 lat?
Od dziecka byłam "wybitna", ale tak na prawdę nie miałam nic innego do roboty oprócz nauki i grania na pianinie. I w taki właśnie sposób skończyłam jako stażystka medycyny sądowej bez rodzinny i przyjaciół.
Po trzech godzinach spędzonych na wywalaniu rzeczy, poszłam do kuchni zrobić sobie coś ciepłego do picia i za uwarzyłam  że za oknem rozpętała się straszna burza. Mimowolnie uśmiechnęłam się na
wspomnienie tego jak moja opiekunka opowiadała mi historię pojawienia się mnie w ich domu.


***----***


-Babciu! Babciu!- podbiegłam do siwowłosej kobiety wskakując jej na kolana.
-Tak kochanie?- zapytała odkładając robotkę i przytulając mnie mocno, kontem oka widziałam jak dziadek zdejmuje okulary z nosa i uśmiechając się do mnie szeroko odkłada książkę.
-Bo ja chce jesce raz uslysec o buzy i o tym jak sie tu znalazłam- powiedziałam sepleniąc i uśmiechając się szeroko pokazując braki w uzębieniu,
-Jeszcze ci się nie znudziła ta opowieść? Słyszałaś ją z milion razy- powiedział dziadek ochrypłym głosem i podszedł do stojącego w rogu pianina.
-Ale ja chce jesce!!!- powiedziałam, a raczej zapiszczałam podskakując na kolanach mojej opiekunki.
-Dobrze, dobrze- powiedziała babcia Yuki i poprawiając się na fotelu zaczęła mówić.- Było to dokładnie 10 października ponad 4 lata temu. Wraz z twoim dziadkiem wróciliśmy właśnie z pola cali przemoczeni...
-Aż do suchej nitki?
-Tak, ciekło z nas jakby ktoś nas wężem podlał- dopowiedział dziadek
-Gdy tylko weszliśmy do domu usłyszeliśmy głośne grzmoty, burza rozpętała się na dobre. Była to największa ulewa jaką kiedykolwiek widzieliśmy, choć trwała ona tylko parę godzin, kiedy przestało padać i wyszło słońce...
-usłyszeliście płacz- powiedziałam wcinając się w słowa na co babcia tylko się uśmiechnęła.
-Tak, płacz, który należał do ciebie...
-Do naszego zbłąkanego aniołka.- powiedział dziadek.
-Ale, ale w szkole mówią, że...-chciałam coś powiedzieć, ale powstrzymała mnie babcia, podnosząc moją głowę do góry tak, abym mogła spojrzeć jej w oczy.
-Wcale nie jesteś żadnym demonem tak jak mówią te głupie dzieci w szkole, po prostu są zazdrosne, bo jesteś najmądrzejsza i ci po prostu zazdroszczą.
-Ale...
-Nie ma, żadnego ale!- powiedział dziadek podnosząc odrobinę głos, ale zaraz potem dodał z uśmiechem na twarzy- kogo będziesz słuchać? Ich, czy swojego dziadka?
-Dziadka!- powiedziałam podbiegając do niego i mocno się przytulając.
-Nasza mała zgubiona duszyczka...- powiedziała cicho babcia
-Nasza mała Alma- powiedzieli z dziadkiem razem...


***----***


Z rozmyślań wyrwał mnie potężny grzmot, po którym zgasły wszystkie światła.
-Świetnie, odcięli prąd...
Wzięłam ze sobą kubek z herbatą i zapaliwszy w salonie stertę świeczek, wzięłam się z powrotem do pracy. Nie znalazłam nic ciekawego, no może nie liczą zdjęcia babci w bikini z przed 40 lat.
Kiedy opróżniłam czwarty kubek z herbatą, a kupka ze śmieciami, aż prosiła się o to, aby ją wynieść, w jednej z górnych pudełek, starej szafy znalazłam pudełko z moim imieniem.
Było to stare pudełko po butach obklejone taśmą i oblepione kurzem. Otworzyłam je sądząc, że w środku są moje pamiątki z dzieciństwa i wiele się nie pomyliłam. W środku były tylko dwie rzeczy, stara pożółknięta pieluszka z namalowanym czerwonym wirem oraz opaska, a raczej ochraniacz na czoło z metalową blaszką, na której wyryty był znak.
Nie zastanawiałam się co to znaczy, wstałam z zajmowanego przeze mnie fotela i przebrałam się w czarne rurki, ciemny, luźny T-shirt i starą, znoszoną skórzaną kurtkę. Do kieszeni spodni włożyłam telefon ze słuchawkami, nie jestem pewna, może to jakaś choroba, ale nie ruszam
się z domu bez telefonu i słuchawek...
Za nim wyszłam z domu wzięłam ze stołu jeszcze raz pieluszkę i ochraniacz, nie wiem dlaczego, ale znak na pieluszce i ochraniaczu cały czas nie dawały mi spokoju, czułam, że jestem mocno związana z tymi symbolami. Nie do końca wiedząc co robię zwinęłam oba przedmioty i schowałam je do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wzięłam trzy worki ze śmieciami i wychodząc z mieszkania zamknęłam za sobą drzwi.
Moja decyzja związana z wynoszeniem śmieciu nie była ani przemyślana, ani mądra, była po prostu głupia. Mimo wielkiej ulewy i głośnych grzmotów nie miałam zamiaru sportem wchodzić 7 pięter tą  stertą śmieci. Co  to to, to nie. Więc, w taki to oto sposób skończyłam jako
chodząca kałuża.
-Cholerna burza.- powiedziałam do siebie, kiedy w końcu dotarłam do kubłów na śmieci. Chyba nie mogli ich postawić dalej...
Wrzuciłam worki do pojemnika i otrzepałam ręce, nagle poczułam jak dziwne, wręcz palące ciepło rozchodzi się z mojej piersi po całym moim ciele. Spojrzałam w dół i zobaczyłam światło, które rozchodzi się od mojej kurtki, po moim ciele. Wyjęłam z wewnętrznej kieszeni kurtki
opaskę, która była owinięta w białą tkaninę. Metal na opasce był strasznie rozgrzany i świecił takim blaskiem, że musiałam zmrużyć oczy.
Następne wydarzenia nastąpiły tak szybko, że niewiele z nich pamiętam. Jedyne co zostało mi w głowie to potężny huk, słup świata i swąd spalenizny oraz jedna ważna myśl: Dlaczego ja zawsze muszę mieć takiego pecha???