czwartek, 4 maja 2017

Rozdział 5

Pustka i ten okropny ucisk w piersi, jakbym miała zaraz stracić duszę. Chciało mi się krzyczeć z bólu, bezsilność i presji jaką odczuwałam. Nie mogłam się  poruszyć, nie wiedziałam gdzie jetem. Słyszałam jak mój krzyk znikający w otaczającej mnie pusce.
Obudziłam się z krzykiem, a obok mojego łóżka stał wystraszony Naruto.
-Krzyczałaś, nic ci nie jest,dattebayo?- spytał wystraszony.
-Przepraszam- powiedziałam zachrypniętym głosem- zły sen. Możesz się już położyć z powrotem.
-Dobrze, dattebayo. Ale dokąd ty idziesz? zapytał widząc, że wstaje.
-Przejść się. I tak już nie zasnę.- narzuciłam na siebie spodnie dresowe i wychodząc złapałam jeszcze moją kurtkę.
-Jest środek nocy, datteb...
Nic mi się nie stanie. Zobaczymy się u Tsunade. Dobranoc.- powiedziałam i zanim Naruto zdążył ponownie się odezwać wyszłam przez okno na dach, tak jak to miałam w zwyczaju robić od paru dni. Udałam się w stronę pola do ćwiczeń znajdującego się na obrzeżach wioski. Musiałam się jakoś wyżyć, a trening wydawał się w tym momencie najlepszym wyjściem.
Włączyłam muzykę na słuchawkach, które były jedyną, ręczą jaka mi została z dawnego życia i zaczęłam powtarzać dobrze znaną sekwencje ruchów. Poruszałam się coraz szybciej, starając się idealnie wykańczać każdy detal. Wiedziałam, że dzięki takim ćwiczeniom w walce będę działać na samych odruchach. Po jakimś czasie wyczułam czyjąś czakrę w pobliżu. W cale nie zdziwiłam się, że mnie śledzą. Na ich miejscu sama bym siebie śledziła. Nie zmieniając tempa, zrobiłam szybki ruch nogą i kopnęłam kamyk z dużą siłą w stronę krzaków w których, miałam nadzieje, że siedzi jakiś shinobii, który miał za zadanie mnie śledzić.
Zatrzymałam się i zdjęłam słuchawki, chowając je od razu do kieszeni kurtki.
-Spodziewałam się raczej jakiś geninów- powiedziałam do Kakashiego trzymającego w dwóch palcach kamyk.
-A ja myślałem, że nie będę musiał się za tobą uganiać co noc. Czy ty w ogóle śpisz?
-Nie mam czasu na sen. Wyśpię się po śmierci- powiedziałam szybko wiążąc włosy i zaczynając się rozciągać.
-Mogłem się domyślić, że nie odpuścisz. Jesteś zbyt podobna do Naruto.- powiedział zbliżając się do mnie powoli. Kiedy dotarły do mnie jego słowa, zamarłam i z największą powaga odwróciłam się do niego.
-Czego ty tak naprawdę chcesz? Bo na pewno nie schodzisz za mną, aby mnie pilnować.
-Naruto się o ciebie martwi. Nie zachowujesz się normalnie.
-Normalnie?!- spytałam, prawie krzyknęłam.- A skąd on może wiedzieć jak ja się normalnie zachowuje. Przecież nikt mnie tutaj nie zna, nikt z was nic o mnie nie wie...
-Może dlatego, że nie dajesz się poznać?- powiedział Kakashii przerywając mi.
-Od początku założyliście, że jestem jak Naruto, jak nasi rodzice. Cały czas to powtarzacie, chociaż nie wiedzie kim tak na prawdę jestem. Nie jestem jak mój waleczny braciszek...
-Ale Naruto mówił, że mieliście podobne dzieciństwo...
-Kiedy Naruto próbował zwrócić na siebie uwagę, ja próbowałam jak najbardziej się ukryć. Naruto został zaakceptowany taki jaki jest, ja cały czas walczyłam o akceptacje. Kiedy Naruto walczył o swoich przyjaciół, moi umierali. Naruto walczy z przyjaciółmi ramie w ramie, a moi wbiją mi nóż w plecy i odchodzą. On walczy z całych sił o swoją i innych przyszłość, ja cały czas próbowałam dowiedzieć się kim jestem. Kiedy znajduje swoje miejsce na ziemi wszystko jest mi odbierane... Nie porównuj mnie do nikogo, jeśli mnie nie znasz. Bo nie masz pojęcia co musiałam wycierpieć ile razy upadłam i ile razy musiała wstać, aby móc nadal walczyć o coś co ma dla mnie sens. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak ciężko było utrzymać się w rodzinie, którą i tak straciłam. Nie wiesz, co to znaczy być samotnym i patrzeć jak przez ciebie odchodzą wszyscy ludzie, którzy znaczyli dla ciebie najwięcej. Móc pomóc ale zawsze się spóźnić. Patrzeć jak jedyni ludzie, którzy byli wstanie poskładać cię w jeden kawałek znikają. A teraz... teraz kiedy mam szanse znowu mieć rodzinę, będę się starała jeszcze mocniej. Żaden demon, przeznaczenie, wojna,czy banda psycholi mi tego uniemożliwi!!!- powiedziałam, prawie krzycząc, i szybko mrugając aby się nie rozpłakać.- A dzień w którym zacznę otwarcie mówić o swoich uczuciach i przeżyciach, będzie dniem w którym rozpadnie się i nikt nie będzie w stanie mnie pozbierać.
-Próbowałaś dowiedzieć się?
-Chyba nie myślałeś, że straciłabym tyle czasu bezczynnie. Nie trudno było dowiedzieć się kim byli moi rodzice. Daliście mi, aż nad to wskazówek.- zaskoczona mina Kakshiego była widoczna nawet przez maskę. Oni myśleli, że mają do czynienia z idiotką?
-Ale...jak.?
-A ile Uzumakich mieszkało w Koncha 16 lat temu?, ile z nich było podobnych do mnie i miało na imię Kushina? Do reszty wystarczył akt ślubu. Jestem w szoku jakim cudem Naruto jeszcze nie wpadł na to aby to sprawdzić? Wszystkie dokumenty, które sprawdziłam były udostępnione dla mieszkańców.
Dopiero teraz zauważyłam, że jest już jasno. Ani ja, ani Kakashi nie odzywaliśmy się do siebie przez jakiś czas... Cały czas patrzyłam się w niebo. Nagle mój i Kakashiego wzrok przyciągnął jastrząb lecący w stronę budynku Hokage. Przeszedł mnie ten sam niemiły dreszcz, który przerwał mi dzisiejszy sen. Spojrzałam się w stronę mężczyzny.
-Zbliża się coś strasznego, w co każdy z nas będzie zamieszany. Powiedz Naruto, że nic mi nie jest. Tobie szybciej uwierzy niż mi...
-Dobrze.
Odwróciłam się zaczęłam kierować się w stronę mieszkania Naruto.
-Spotkamy się u Hokage, lepiej się nie zabłądź na ścieżce życia.

***Pół godziny później gabinet Hokage***

-Co? Konwój eskortujący?!
-Co? Masz jakiś problem!??
-To Jest misja rangi C! Jestem zmuszony podziękować za taką misje!- powiedział wściekł Naruto do Hokage, w czasie kiedy ja wraz z Sakurą i Kakashim staliśmy obok niego modląc się aby Tsunade nie wpadła w szał, a Hokage patrzyła się znudzona w stronę swojej asystentki.
-W ogóle nie dojrzałeś, Naruto.- powiedział Iruka chwytając się za głowę
-Naruto, wybrałam łatwiejszą misje, ponieważ nie byłeś na misji od długiego czasu, poza tym do drużyny 7 dołączyła Alma.
-Kłamstwo! Nie chcę żebyś mnie tak traktowała!- wykrzyknął ponownie Naruto, na co Sakura zaczęła go podduszać i uciszać.
-Przepraszał Mistrzu! Pozwól, że z nim porozmawiam!
-Szczegóły macie napisane tutaj!
-Hai!- powiedział Kakashi biorąc dokumenty od Hokage.
-Jeny. Trzeci byłby bardziej wyrozumiał...- Naruto ponownie musiał dorzucić swoje trzy grosze, bardzie  denerwując tym trzecią.
-Hhhaaa...Mówiłeś coś?!
-Zamknij się!!- krzyknęła Sakura jeszcze bardziej go podduszając
Na szczęście, a może nie szczęście do pokoju wbiegła jakaś kobieta krzycząc coś o sytuacji awaryjnej.
-Co to za zamieszanie?
-Właśnie rozszyfrowaliśmy tajną wiadomość z Wioski Piasku.
Jeśli to był ten ptak, którego widziałam godzinę temu to chyba nie za bardzo się spieszyli.
Informacja a jednak bardzo zainteresowała Naruto i Sakurę, którzy przestali się przepychać.
-Piasku?!

***

Wiadomość z Wioski Piasku musiała być na tyle poważna, że wzburzyła Tsunade i ich doradców.
-Co się stało?!
-Ukryta Wioska Piasku informuje, że Kazekage został porwany przez Akatsuki.
-Gaara...znowu oni...- powiedział pod nosem Naruto.
-Mamy wiele informacji odnoszących się do zamiarów Akatsuki, dlatego potrzebują naszej pomocy.
-Pani Tsunade! Nie mów, że chcesz wysłać tam Drużynę Kakashi'ego!
-To wyjątkowa sytuacja! Nie mamy czasu na przebieranie w środkach. Poza tym, Kakashi spotkał Akatsuki wcześniej.
-Może to prawda, ale..
-Drużyno Kakashi'ego, przydzielam wam nową misje. Musicie udać się do Ukrytej Wioski Piasku, dowiedzieć się, co się dzieje, wrócić i złożyć raport. Macie wykonać wszystkie ich rozkazy i wspierać ich!
Wszyscy wyglądali jakby właśnie obrali nowy cel w życiu, tylko ja patrzyłam się na nich jak na bandę wariatów. Nagle sobie o czymś przypomniałam.
-Temari...- powiedziałam pod nosem zwracając wszystkich uwagę na siebie.- Temarii wyruszyła w drogę, dzisiaj rano, musimy ją dogonić bo o niczym nie ma pojęcia.- Kiedy to powiedziałam miałam wrażenie jakby dopiero teraz zauważyli, że jestem z nimi w tym pomieszczeniu.
-Wyruszamy za 20 minut, spotykamy się przy głównej bramie.- powiedział Kakashi
-Hai!-krzyknęliśmy równo i pobiegliśmy przygotować się do misji. Byłam w szoku, że pozwolili mi
iść na tak ważną misje. Nie jestem do końca pewna, ale jest to skrajna nieodpowiedzialność.

***

Muszę...zacząć...regularnie...biegać- powiedział do siebie między urwanymi oddechami. Na szczęście po godzinie biegu mój organizm przyzwyczaił się do tego szalonego tempa, a płuca przestały mnie już palić.
-Naruto, wiem, że mamy się śpieszyć ale nie wyprzedzaj nas tak- powiedziała Sakura, kiedy Naruto ponownie zaczął przyśpieszać,
-Ale, ale...
-Nie przemęczaj się. Jiraya, powiedział to samo prawda?
-Naprawdę?- powiedziała, ale zaraz potem spojrzała się na idącą w dole postać.- Temari-san! Temari-san!- i wszyscy zeskoczyliśmy z drzew. Jakimś cudem nie upadłam na twarz, ale nadal nie lubiłam biegania po drzewach zamiast po ziemi. Już spokojnym krokiem doszłam do gróbki shinobi.
-Co?! Gaara został..?
Kakashi pokiwał głową- Droga do Wioski Piasku, zajmie nam dwa dni. Ruszajmy!
I znowu biegliśmy na złamanie karku, Sakura starała się trochę uspokoić Naruto, który z każdym krokiem przyśpieszał.
-Naruto! O czym przed chwilą mówiliśmy?! Trzymajmy się razem!
-Nie zniosę tego!- krzyknął nagle, co wywołało zdziwienie u reszty, zaczęłam się mu bardzie przysłuchiwać.- Wiem, że chcą mnie i Gaare. Sakura ty, też wiesz dlaczego, prawda? We mnie... Kyuubi jest zapieczętowany we mnie.- widziałam jak Temari i Sakura wzdrygnęły się i nagle spochmurniały.- Gaara i ja,,, Obydwaj mamy potwora wewnątrz naszych ciał. To tego chcą ci kolesie. Ja...- widziałam, że Naruto coraz bardziej się nakręca, przez co znowu zaczął przyśpieszać, zaczęłam się do niego zbliżać. -... nie cierpię tego! Widzą nas, jako potwory! Nie mogę znieść sposobu w jaki nas widzą! Był taki jak ja! I był całkiem sam dużo bardziej niż ja. Został celem Akatsuki. Znowu jesteśmy tacy sami, i pomimo tego... Dlaczego wszystkie złe rzeczy zawsze przytrafiają się jemu?! Znowu on! To dlatego... Dlatego nie mogę tracić ani sekundy! Tym razem chcę go uratować tak szybko jak tylko potrafię!- kiedy skończył płożyłam mu rękę na ramieniu, co było nie lada wyczynem podczas takiego biegu i zrobiłam to co by zrobiła, każda młodsza siostra, kiedy widzi płaczącego brata. Wzięłam głęboki oddech i popchnęłam go, tak, że stracił równowagę i prawie spadł z gałęzi.-Kto ostatni na miejscu ten stawia Ramen!
Przyśpieszyłam, ale nie musiałam długo czekać, aż już uśmiechnięty Naruto biegł ze mną ramię w ramię.
-Głupki!- krzyknęła z nami Sakura!

***następny dzień rano***

-Wystarczy już. Pigułki żołnierzy są tylko do nagłych wypadków. Dziewczyna w twoim wieku nie powinna się nimi przeja...- zaczął mówić do Sakury Kakashi, ale ona go zignorowała i pobiegła dalej- Jest zła?
-U mnie nazywali to seksizmem, Kakashi- powiedział widząc minę  Temari i różowowłosej- zostałbyś spalony na stosie przez feministki.
-Naruto...? Spotkałeś go wcześniej, prawda? Spotkałeś Uchiha Itachi. I on ciebie szuka.To, nie tak, że przez te dwa i pół roku oprócz treningu nic nie robiłam- powiedziała na zdziwione miny towarzyszy. Uchiha Itachi... zastanawiałam się skąd znam to nazwisko. I nagle mnie olśniło, był to ten zabójca kalanu, brat Sasuke, który był w grupie z moim bratem. Natknęłam się na informacje o nim w bibliotece. I od początku coś mi nie pasuje w tej historii
-Miałam pełen dostęp do biblioteki Mistrzyni Tsunade i korzystałam z tego najwięcej jak mogłam. I w końcu miałam dostęp do czegoś czego chciałam się więcej dowiedzieć. Osoba, którą chce zabić Sasuke jest jego brat Itachi Uchiha. Jest on członkiem Akatsuki. To dlatego Sasuke jest  Orochimaru, próbuje stać się silniejszym. Ale celem Orochimaru jest przejęcie ciała Sasuke. A nam zostało tylko pół roku! Orochimaru był kiedyś członkiem Akatsuki. Próbuje powiedzieć im bliżej będziemy Akatsuki, tym bliżej będziemy informacji o Orochimaru. Tym bliżej będziemy do niego, tym bliżej będziemy Sasuke!!
Nie cierpię takich monodramatyczny przemówień, założyłam słuchawki i tak jak zawsze kiedy byłam bliska powiedzenia czegoś co jest nie na miejscu postanowiłam zachować to dla siebie. Nurtowało mnie jedno pytanie, dlaczego wszyscy są przekonani o winie Uchiha skoro nikt nie znał jego motywów. Podczas moich studiów nauczyłam się jednej bardzo ważnej, rzeczy. Jeśli morderca działa według planu i myśli logicznie to znaczy, że nie jest psychopatą, A skoro nie jest psychopatą to jego postępowanie zawsze można jakoś wyjaśnić. Czasami odpowiedz jest nie do pojęcia, ale tacy ludzie zawsze mają jakiś cel. Zobaczyła, że Kakashi i Temarii co jakiś czas badawczo mi się przyglądają, ale poprawiłam tylko ponownie przeciwsłoneczne okulary na nosie i ich zignorowałam.

***ten sam dzień wieczór***

Wiedział, że po mimo to, że jestem padnięta i tak nie zasnę, usiadłam na jednej z gałęzi i zaczęłam medytować, od pewnego czasu robiłam to regularnie. Miałam nadzieje, że tak jak w dzieciństwie wyciszenie pomoże mi zapanować nad emocjami i sprawi, że pojawią się odpowiedzi na zadawane przeze mnie pytania. Zazwyczaj robiłam to w bibliotece wdychając kurz i zapach atramentu oraz starych książek. Jednak tym razem nic to nie dało, cały czas czułam ten dziwny niepokój, który dusił mnie od wewnątrz. Usłyszałam jak reszta wstała po tym krótkim odpoczynku, wszyscy oprócz mojego braciszka, który podobnie do mnie nie zmrużył na chwile oka. Stał na drzewie kilka metrów przede mną i patrzył na wschodzące słońce. Nie wiedziałam jak mogę go pocieszyć, dlatego nawet nie próbowałam. Miałam tylko nadzieje, że wszystko skończy się dobrze.
-Ruszamy!- zarządził Kakashi.

***Biuro Hokage***

-Appsshiuuu!
-Wszystko w porządku pani Tsunade?- zapytała Szhizune podając gorącą herbatę na biurko.
-Dbaj o siebie, jest coraz zimniej.
-Przepraszam za to.- odparła Tsunade, kiedy Shizune opuszczała jej gabinet.
Minęły dwa dni odkąd drużyna Kakashiego wyruszyła. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze powinni dotrzeć jutro rano.
Kiedy Tunade sięgnęła po naczynie z herbatą, ono nagle pękło.
-To zly znak- powiedziała- Nie mów, że...!- sięgnęła po los do szuflady biurka. Grupa trzecia, 117037... Zgadzało się. Wiedziałam! I w dodatku główną nagrodę! To najgorszy omen z możliwych!
-Shizune! Shizune jesteś tam?!

***Drużyna Kakashiego***

-Wreszcie!- krzyknął Naruto, kiedy wyszliśmy z lasu, a przed sobą widzieliśmy rozległe może piasku.- To pustynia!
-Ukryta Wioska Piasku jest za nią. Od teraz będę przewodnikiem.- powiedziała Temari odwracając się do nas przodem.
-Liczmy na ciebie- powiedział Kakashi i znowu ruszyliśmy biegiem przed siebie. Szybko zrozumiałam, że wsoliłam jednak wilgotny las, od gorącej pustyni.

***Biuro Hokage***
-Wzywałaś mnie Hokage-sama?
-Tak- odparła Tsunade, odwracając się od okna w stronę swojej asystentki- Mam zamiar wysłać posiłki do Ukrytej Wioski Piasku.
-Posiłki?
-Wkrótce powinni skończyć misje i być w drodze powrotnej.
-Oni...? Hai, przygotuje plany, Natychmiast!- powiedziała i wybiegła z gabinetu Piątej.
-Czy jesteśmy przygotowani na najgorszy scenariusz.
***
-Tsunade-sama Wrócili z misji!
- Wspaniale! - krzyknęła i idąc przez korytarze weszła do pokoju
-Proszę zaczekać Tsuna....
-Przydzielam wam misje rangi S!- powiedziała zanim zorientowała się, że w pomieszczeniu znajduje się grupa geninów z Konachamaru na czele.
-Niemożliwe...
-Rangi S...
-...misja?
-Niemożliwe- powiedział przerażony jonin, który był opiekunem grupy.
- O nie mogę! Mamy misje rangi S!
-Nie do wiary!
-Więc uświadomiłaś sobie jacy jesteśmy wspaniali!- zaczął krzyczeć Konachamaru skacząc i wymachując rękami.
-To nie możliwe...- powiedział ponownie jounin- Appssikk!
-Mistrzu Ebi, wszystko w porządku?
-Tak myślę. Wczoraj w nocy zasiedziałem się w gorących źródłach.
-Złapałeś przeziębienie podglądając...
-Złapałeś przeziębienie podglądając dziewczyny w gorących źródłach, przed misją rangi S! Ty zboczeńcu!- zaczął wyzywać mistrza wnuk Trzeciego.
-Dlaczego oni...?- zapytała wstrząśnięta Tsunade
-Poszła Pani złą drogą- powiedziała Shizune ciągnąc Hokage w stronę drzwi.
-Co, to za nieporozumienie!...- powiedziała i wyszła zostawiając geninów.

***Brama Wioski***

-Będziecie pracować nad tą samą misją co drużyna Kakashiego, idźcie do Wioski Piasku i zaoferujcie pomóc w dokończeniu misji. Zrozumiano?
-Hai!- powiedział Gai
-Zostaw to nam- odparł Lee
-Damy Rade.
-Zrozumiano- odparł Neji i Ten-Ten
-Okej.
\-Drużyna Gai'a wyrusza!- powiedział jounin- Apppsikk!
-Złapałeś przeziębienie?- zainteresowała się Piąta
-Nie, ostatnio ujawniła się moja alergia- powiedział śmiejąc się i pociągając nosem- Dobra! Mamy jeden dzień aby dotrzeć do Piasku!
-Gai-sensei! Do celu dotrzemy za pół dnia- powiedział Lee.
-Możesz obierać taki cel, ale tak, czy tak dotrzemy tam w trzy dni!- odparł Neji
-Możecie przestać tak gadać!- dodała Ten-Ten
-Wyruszamy Wszyscy razem ze mną! Wiosenny zryw młodości!- powiedział Gai  i wraz z Lee zaczęli biec w stronę Piasku.
-Jeny, jakie to kłopotliwe.
-Odpuść Ten-Ten.
-Są energiczni jak zwykle- powiedziała Tsunade, ale drużyna Gai'a była już daleko.
***
-Minęło sporo czasu, od kiedy ostatnio widziałem Naruto!- powiedział Neij
-Jestem ciekaw, jak bardzo się polepszył- dodał Lee
-Tak- przytaknęła Ten-Ten

***Okolice Wioski Piasku***

Cholerna burza piaskowa, wiedziałam, że tak będzie, po prostu to czułam. Teraz siedzimy w jaskini i czekamy, aż się skończy. Na szczęście Temarii zna te tereny i wiedziała gdzie szukać schronienia. Teraz trzeba tylko uspokoić Naruto, żeby siedział na tyłku, bo idiota jest gotów biec w tą burze i jeszcze nam chłopak zginie. Siedziałam z tylu groty, z dala od wszystkich i wysypywałam piasek z butów i sprawdzając co ja w ogóle wzięłam do plecaka podczas, gdy pakowałam się tak chaotycznie.
-Jesteśmy tak blisko Ukrytej Wioski Piasku! Nie mogę dłużej czekać!- zaczął krzyczeć ponownie Naruto.
-Naruto! Mówiłem Ci, nie bądź taki niecierpliwy!- powiedział Kakashi chwytając go za ramie.
-Ale!
-Po prostu zrozum to!- powiedziała Sakura zaciskając pięści. Chyba już każdy zaczynał mieć go dość.- Temari się najbardziej zamartwia!
-Kiedy jest pustynna burza najlepiej jest siedzieć w ukryciu. Bardzo łatwo jest zgubić drogę, kiedy się w nią wpadnie. Dlatego, gdy walczyli z wichurą, zawsze jest głośno o ludziach, którzy zniknęli na pustyni. Będzie dobrze. Nie powinna trwać długo.
-Proszę skończ się jak najszybciej...- powiedział Naruto dalej wpatrując się w burze.
***
No i nie udało zatrzymać się tego idioty, ale na szczęście wybiegł już pod koniec burzy, kiedy było w miarę bezpiecznie. Po paru godzinach widzieliśmy już wioskę, a raczej ogromny mur ją otaczającą. Przy bramie czekało na nas dwóch strażników.
-Oczekiwaliśmy was!- powiedział jeden z nich- Temari była z wami? Tędy, proszę!
Biegliśmy przez wioskę, prawdopodobnie w stronę szpitala. Wioska nie była w złym stanie, tylko w niektórych miejscach były ślady po wybuchach. Przebiegając obok jednej sterty gruzów, zauważyłam biały kawałek gliny, później zorientowałam się, że leży jej całkiem sporo w różnych miejscach. Zaczęłam dość szybko łączyć fakty z ostatnich miesięcy i miałam nadzieje, że się tym razem myle.
-Co? Mają też Kankurou?!
-Tak, Po tym jak złapali Kazekage, Kankurou poszedł za nimi. Ale został otruty przez wroga, nie wiemy jak usunąć truciznę! W tym stanie...
-Cholera!
-Pośpieszmy się! Temari! Zajmę się nim!
Wbiegliśmy do szpitala kierując się w stronę sali zabiegowej. Temari przez cały czas wołała brata, już chciałam powiedzieć, że przecież umierający jej nie odpowie, ale wiedziałam, że byłoby to nie na miejscu. Przez ten niewielki czas spędzony na praktykach w szpitalu zdążałam złapać już zawodową znieczulice...Temarii i Sakura podbiegły do łózka, gdzie leżała pacjent. Wszyscy jednak zatrzymali się na chwile, kiedy zobaczyli, że staruszka, która przed chwilą stała przy łóżku pacjenta teraz atakuje Kakashiego. Kiedy krzyknął po raz kolejny zaraz przy nim pojawiła się Sakura i Temarii wraz z innymi lekarzami. Ja zajęłam miejsce od razu w poczekalni. Wiedziałam, że mogłabym im pomóc, ale równocześnie zdawałam sobie sprawę, że nie ufają mi na tyle, aby tą pomoc przyjąć,
-Mistrzu Kakashii odsuńcie się razem z resztą, proszę!- powiedziała wiążąc włosy w kucyk.
-Trucizna, której użyto, powstała na bazie metali ciężkich. To jeden z tych rodzajów, które dostaje się do mięśni i niszczy komórki.- powiedziała kończąc krótkie badanie.
-Potrafi to wywnioskować po tak krótkim badaniu?- powiedział jeden z lekarzy.
-Nawet rodzaj trucizny- zachwycał się drugi
-Mogę kartę zdrowia?
-Tak, proszę. Uwzględniono na niej skład trucizna, są jednak pewne niewiadome.
-Po trafie je wyjaśnić.- powiedziała i zaczęła studiować kartę pacjenta- W czasie kiedy rozmawiamy, komórki jego serca ulegają destrukcji, może więc przestać pracować w każdym momencie, Nawet, jeśli przygotuje antydotum może to wcale nie powstrzymać zniszczeń.
-Niemożliwe, nie możemy nic robić?!- zapytała przerażona Temarii.
-Proszę mi przynieść wszystko co poproszę.- przerwała mi zwracając się do lekarzy
-Hai- powiedzieli lekarze, którzy do tej pory tylko się nam przesłuchiwali.
-Jest jeden sposób, aby go uratować, ale wymaga, jednak drastycznych środków.
Siedziałam na jednym z twardych krzesełek obok Naruto i Kakashiego. Miałam zamknięte oczy, ale z pełnym skupieniem słuchałam tego co dzieje się  w sali obok.
-Dlaczego im nie pomożesz?- zapytał Naruto- Przecież też jesteś lekarzem? Prawda?
Poprawiłam się na krześle i głośno westchnęłam.
-Nie chciałbyś, żeby twój znajomy trafił w moje ręce, Naruto. Zapomniałeś ja jestem lekarzem ostatniego kontaktu, a z tego co słyszę to Kankouro jeszcze żyje.
-Tak- powiedział, choć niepewnie i zaczął zamęczać Kakashiego. Sięgnęłam do kieszeni mojej kurtki i zaczęłam dokładniej przyglądać się kawałku gliny. Niemożliwe, aby było to o czym myślę...A jeśli...Nie,to niemożliwe...Chociaż biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia...
Moje rozmyślania przerwał skutecznie krzyk z sali zabiegowej. Wstałam z miejsca i zdjęłam okulary, które miałam cały czas na nosie mimo, że w pomieszczeniu nie było słońca. Związałam włosy w luźnego warkocza. Nie wiem co mną kierowało, bo nie a pewno zwykła empatia. Podeszłam do łóżka na którym leżał zwijający się z bólu chłopak, ignorując pytające spojrzenia Sakury, Temari i nnych medyków stanęłam przy jego głowie.
-Pomogę mu- powiedziałam z bladym uśmiechem w stronę Temari, która chciała mnie wyrzucić z sali. Usiadłam na ziemi i mając w pamięci ostatni raz kiedy  robiłam coś podobnego przygotowałam się. Dotknęłam twarzy chłopaka, głaskając go po policzku i czole.
-Pozwól mi... tylko trochę, pozwól mi zabrać trochę swojego bólu. Podziel się nim..- powiedziałam z nieobecnym wzrokiem skierowanym przed siebie, cały czas trzymałam dłonie na jego twarzy i powtarzałam uspokajające słowa. Kiedy przestał się wyrywać i trząść Sakura przystąpiła do zabiegu, Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale odebrałam mu część bólu, tylko tą część psychiczną, z fizyczną musi poradzić sobie sam. Nie wiem jakim cudem to potrafię, przed tym zrobiłam to tylko raz, kiedy trzymałam w ramionach umierającą przyjaciółkę. Poczułam jak po policzkach ciekną mi łzy, zamknęłam oczy i zaczęłam cicho śpiewać, cały czas głaskając uspakajając Konkuro.

-Would you know my name if I saw you in Heaven?
Would it be the same if I saw you in Heaven?

I must be strong and carry on,
'Cause I know I don't belong here in Heaven. 

Would you hold my hand if I saw you in Heaven?
Would you help me stand if I saw you in Heaven?
I'll find my way through night and day,
'Cause I know I just can't stay here in Heaven.
Time can bring you down; time can bend your knees.
Time can break your heart, have you begging please, begging please.
Beyond the door there's peace I'm sure,
And I know there'll be no more tears in Heaven.
Would you know my name if I saw you in Heaven?
Would it be the same if I saw you in Heaven?

I must be strong and carry on,
'Cause I know I don't belong here in Heaven...

Nie wiem dlaczego akurat tą piosenkę...wiem tylko, że pomogło. Zarówno mój jaki i oddech chłopaka uspokoił się. Nuciłam melodię piosenki jeszcze przez jakiś czas słuchając na zmianę krzątaniny lekarzy i wydawanych poleceń przez Sakurę
-Mógłbyś nam zrobić przysługę i po prostu zemdleć- powiem szeptem na ucho chłopakowi, ale on uparcie próbował zachować trzeźwość umysłu. Dopiero pod koniec zasnął.
-Usunęłam większość trucizny. Jego życiu dłużej nie zagraża niebezpieczeństwo- usłyszałam głos Sakury. Powoli odsunęłam się od Karnkuro wiedząc, że już nie potrzebuje mojej pomocy. Nie byłam pewna czy jak wstanę to nie zemdleję, więc otarłam tylko pot z czoła i roztarłam obolałe dłonie, siedząc ciągle na podłodze.
-Jesteś niesamowita! Sakura-chan!- krzyknął Naruto wpadając do sali, a Temari z westchnieniem ulgi oparła się o ścianę i zjeżdżając po niej usiadła na ziemi. Wiłam parę głębokich oddechów i wstałam z ziemi, starając się ponownie na nią nie runąć. Na miękkich nogach przygotowałam kroplówkę dla Kankuro i dla siebie wiedząc, że muszę jak najszybciej doprowadzić swój organizm do porządku.
-Jeszcze nie możemy pozwolić sobie na odpoczynek, trzeba przygotować antydotum. W jego ciele nadal znajdują się reszki trucizny.
Usłyszałam jak do pomieszczenia wbiega Naruto wraz z Kakashim i tą dziwną parą staruszków.
-Jesteś niesamowita, Sakura-chan!- wykrzyknął Naruto, a ja tylko pokręciłam głową wąchając pojemniki w których znajdowały się leki. Po jaką cholerę była mi ta łacina skoro tutaj i tak jej nie używają, a wszystkie lekarstwa nazywają się inaczej. Życie to suka.
-Macie w wiosce zioła lecznicze?- zapytała różówowłosa lekarzy z Piasku.
-Mamy.- powiedział jeden z nich i gdzieś pobiegł.
-Trzeba także zmienić banda....- zaczęła pokazywać na kogoś palcem.
-Zajmie się tym- powiedziałam nie wyraźnie bo w zębach trzymałam torebkę z kroplówką dla Kankuro, a sama przyklejałam sobie właśnie do ramienia swoją, abym mogła się spokojnie poruszać. Spojrzała się na mnie niepewnie, z resztą tak samo jak reszta zebranych ludzi w sali.
-Ejj... Przecież się na tym znam.- powiedziałam już wyraźnie podchodząc do łóżka Kankuro.
-Co, ty tak właściwie wcześniej zrobiłaś? Nie użyłaś żadnego jutsu.- powiedziała Sakura przyglądając się jak zakładam wenflon i mocuje kroplówkę. Zdawałam sobie sprawę, że na pewno o to zapyta, ale i tak nie miałam żadnego sensownego wytłumaczenia.
-Niektórzy ludzie wieżą w teorię przeniesienia, która głosi, że modląc się  o to, można wziąć na siebie cudzy ból i cierpienie. Są przeświadczeni, że jeśli będą się modlić wystarczająco mocno, wezmą na siebie cudzy ból, a on zostanie jej obojętny w stopniu adekwatnym do żarliwości modlitewnych próśb.
-To nadal niczego nie wyjaśnia. Nie mydl nam tu oczu!- krzyknęła Sakura. Przestałam zajmować się chłopakiem i odwróciłam w jej stronę, jednak nie napotkałam spojrzenia różowowłosej lecz tej dziwnej starszej babci. Spojrzała mi się w oczy i nagle jakby ją olśniło.
-Ostatni raz widziałam takie oczy ponad 60 lat temu, kiedy byłam małą dziewczynką. Widzą więcej niż inne...Prawda?
-Skąd mogę to wiedzieć skoro nigdy nie widziałam świata tak jak inni?-odpowiedziałam kończąc zmieniać chłopakowi bandaże. Do Sakury podbiegł w tamtym momencie jakiś lekarz podając kartkę z nazwami ziół, które posiadają w wiosce. Moją uwagę wtedy przykuły dłonie chłopaka, a raczej to co miał pod paznokciami. Znowu glina,,,
-Czy ten koleś, który porwał Kazekage nie był czasami blondwłosym idiotą, który co chwile krzyczy że wybuch to sztuka?- zapytałam mając nadzieję, że się mylę, ale jak tylko zobaczyła minę szanownej Shino oraz junina wioski Piasku zrozumiałam, że się nie myliłam.
-Alma-san skąd to wiesz?- zapytał się Kakashi podejrzanie. No pięknie...czy zawsze kiedy powinnam milczeć muszę mieć długi jęzor?
-Yyyyy... Spotkałam kiedyś takiego jednego debila, kiedyś dałabym sobie za niego rękę uciąć... I wiecie co? No teraz bym nie miała tej ręki.
Na szczęście Kakashii zrozumiał o co mi chodzi i nie drążył tematu dalej, moją sytuacje uratował również Kankuro, który postanowił się przebudzić.
-O w końcu obudził się nasz śpiący królewicz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz